• Wpisów:33
  • Średnio co: 47 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 19:09
  • Licznik odwiedzin:3 461 / 1620 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
To już ostatni wpis na tym blogu,
Ale nie oznacza to bynajmniej końca mojego opowiadania- zapraszam do swojego nowego bloga- można go znależć tutaj: http://zakiraluna.pinger.pl/
Spotkajmy się tam
 

 
http://xsaxsa.pinger.pl/ dzięki za nominację
Moje Odpowiedzi:
1.Ulubiona muzyka.
Generalnie nie mam jakiegoś ulubionego gatunku czy artysty, słucham wszystkiego od PIH'a po Gregorian.
2.Jeśli oglądasz anime, czytasz mangi, jakie postacie najbardziej uwielbiasz?
Myślę, że takie z którymi w jakimś stopniu mogę się utożsamić, zrozumieć co czują...
3.DO kogo z filmów, anime, książek najczęściej się upodabniasz?
To zależy
4.Czego nie lubisz w ludziach?
Fałszu. Białych kłamstw. Spóźnialstwa
5.Jaki jest twój ulubiony typ przyjaciela?
Typ przyjaciela? Chyba nie łapie;p
6.Jakie postaci z anime, książek i filmów uwielbiasz i za co?
odsyłam cię do odp. w 2 pytaniu
7.Kim są dla ciebie przyjaciela?
Ludźmi, którym mogę wszystko powiedzieć i którzy potrafią być ze mną nie tylko w radości, ale i w cierpieniu.Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać.
8.Jaki styl preferujesz?
To zależy od aktualnego nastroju
9.Twoje ulubione potrawy i napoje?
jak wyżej
10.Jak bardzo szanujesz przyrodę i zwierzęta?
Tak bardzo, że ktoś kiedyś nazwał mnie eco-dziecko
11.Kto jest da ciebie najważniejszy?
Nie jestem w stanie wskazać JEDNEJ osoby
12.Ulubione cytaty?
Biedny jestem: me skarby – w marzeniach, Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy, Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach.
Moje Pytania:
1. Słowo bądż zwrot, którego stanowczo nadużywasz?
2. Trzy rzeczy które zabrał/a byś na bezludną wyspę.?
3. Bez jakiej rzeczy nie wyobrażasz sobie swojego życia?
4. Gdybyś miał/a wybór wolał/a byś umiejętność latania czy czytania w myślach?
5. Masz zwierzaki? Jeśli tak to jakie?
6. Gdybyś mogł/a cofnąć się w czasie to do jakiej epoki?
7. Co byś zmienił/a w moim blogu?
8. Jaki masz znak zodiaku?
9. Pop czy rock?
10. Cecha której nie cierpisz u siebie lub u innych.?
11. Ulubiony kwiat i dlaczego.?
Nominuję:
http://princesssoul.pinger.pl/
http://aria0013.pinger.pl/
 

 

Dlatego właśnie nienawidzę stereotypów i nie oceniam innych po wyglądzie, szkoda tylko że tak wiele ludzi nie podziela moich poglądów.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Co? Tego się nie spodziewałam. Oboje wpatrujemy się w niego zszokowani.
-Dostaniesz nauczkę, a ja zyskam nowego łowcę. Miałem jej to zaproponować już wcześniej, ale skoro teraz nadarzyła się okazja...
-Chyba żartujesz, spójrz na nią! Jest za młoda i zbyt drobna by z nimi walczyć- Teraz to Alex się wścieka.
-Ty zaczynałeś w podobnym wieku, po za tym, chyba zapomniałeś z kim masz do czynienia mój chłopcze- Odpowiada mu ostro dyrektor- A teraz idźcie do swoich pokoi. Czas treningów ustalcie między sobą, za miesiąc sprawdzę postępy- Mówiąc to siada za biurkiem i zaczyna przeglądać jakieś papiery. Czas audiencji dobiegł końca. Pierwsza odwracam się do drzwi, ale Alex jest szybszy i zanim zdążę się zorientować, otwiera je przede mną.
-Dzięki- mamroczę wychodząc. Udaję się wprost do swojego pokoju, wiedząc jednocześnie, że on idzie za mną. Przy drzwiach się zatrzymuję.
-No i co teraz?- Pytam z desperacją, ale Alex wydaje się piekielnie opanowany. Zaczynam nie nadążać za zmianami jego nastrojów.
-Chyba nie mamy wielkiego wyboru. Wygląda na to, że będziesz pierwszą kobietą, którą wyszkolę na łowcę.- Drapie się po brodzie, a ja zaczynam histerycznie chichotać.
-Dopiero się przeniosłam.Nie pamiętam nawet rozkładu swoich zajęć, a co dopiero..-W rozpaczy łapię się obiema rękami za głowę i opieram o ścianę, oddychając ciężko. Nagle czuję na swojej brodzie dotyk. Palący. Naglący. Zmuszający mnie, bym podniosła głowę. Dotyk Dłoni Alexa. Stoi teraz bardzo blisko, a jego oczy przypominają mi rozkołysane morze w bezchmurną noc. Nie jestem w stanie spojrzeć na nic innego. Hipnotyzuje mnie i pozbawia możliwości oddychania samym wzrokiem.
-Poradzisz sobie-Mówi miękko- wiem o tym.-Wydaje się taki władczy, tak pewny tego co mówi, że i ja zaczynam w to wierzyć.
-będziemy ćwiczyć codziennie, po kolacji w podziemnej sali- mówi, a ja odruchowo kiwam głową.
-Do zobaczenia.-Kończy, zabiera rękę i już zbiera się by odejść, ale po chwili zatrzymuje się i mówi:
-Jeszcze jedno.Nie mów nikomu.- Znów jest poważny.
-Nikomu-Dopowiada, by podkreślić swoje słowa. Jejku, przecież rozumiem.
- Nie powiem- Odpowiadam i uśmiecham się, by trochę rozładować atmosferę. Na szczęście, odwzajemnia uśmiech, po czym kiwa głową i odchodzi. Chwilę przypatruję się jego muskularnym plecom, a potem wchodzę do pokoju, bijąc się z myślami. Siadam na łóżku. Alex.Łowcy.Treningi. Alex. Choć nie wiem jeszcze jak to nazwać, coś do niego czuję. śmieszne,że dopiero dziś to odkryłam. Pojawia się zawsze, kiedy jest potrzebny, ale jest taki...zagadkowy. Niewątpliwie wiele przeszedł i to na pewno miało wpływ na to, jaki jest teraz. Wspólne treningi oznaczają, że będę miała okazję spędzić z nim więcej czasu. Może zdołam przebić się przez jego pancerz i zobaczyć, jaki jest na prawdę. Pozostaje jeszcze druga sprawa. Ja łowcą? Absolutnie nie podobało mi się to, co widziałam wieczorem, a myśl, że ja miałabym robić to samo...Wzdycham głęboko i wstaję. Jutro muszę być wypoczęta, biorę więc szybki prysznic i kładę się do łóżka. Cały stres, emocje i wysiłek dzisiejszego dnia sprawiają, że natychmiast odpływam w niebyt. śnię o morzu...
__________________________________________________

Wiem, że krótki i w ogóle, ale kolejny pojawi się na dniach, ten pełni raczej formę...łącznika pomiędzy jednym a drugim
  • awatar Seiti: czuję się niezaspokojona. dawaj następny!
  • awatar .Eff.: "jego oczy przypominają mi rozkołysane morze w bezchmurną noc. Nie jestem w stanie spojrzeć na nic innego. Hipnotyzuje mnie i pozbawia możliwości oddychania samym wzrokiem. " <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
1. Co masz na sobie?
białą koszulkę z czarną koronką i jeansy.

2. Czy kiedykolwiek byłaś zakochana?
tak na poważ nie to nie.

3. Czy kiedykolwiek miałaś 'straszne zerwanie'? jak wyżej

4. Ile masz wzrostu?
172cm

5. Ile ważysz?
Trochę więcej niż powinnam

6. Jakieś tatuaże?
nie...jeszcze

7. Jakiś piercing?
Oprócz dwóch dziurek w uszach nie

8. OTP? (one true pairing) czyli jakaś ulubiona para filmowa/telewizyjna itp.
To sie zmienia, w tej chwili mam fazę na Dary Anioła, a więc Jace i Clary

9. Ulubiony program (serial)?
Nie oglądam seriali.oprócz Hausa i Arrowa oczywiście

10. Ulubione zespoły? ...
Enej, Linkin Park, Imagina Dragons, Metallica, etc.

11. Coś, czego Ci brakuje?
W tej chwili? Czas i wena twórcza
12. Ulubiona piosenka?
Heart by heart, I see fire, Angels

13. Ile masz lat?
16

14. Znak zodiaku?
Baran

15. Czego szukasz u partnera?
Wierności, szczerości, oparcia i zaufania

16. Ulubiony cytat?
"Nigdy nie umieramy. Żyjemy w naszych dzieciach i następnych pokoleniach, a nasze ciała to tylko zwiędłe liście na drzewie życia."

17. Ulubiony aktor?
Nie potrafię tego ocenić, może Johny Depp albo Jonathan Cambell?

19. Głośna muzyka czy cicha?
Głośna, wtedy tworzę swój własny świat do którego wstęp mam ja i tylko ja.

20. Gdzie idziesz gdy jesteś smutna?
Do pokoju, a jak mam prawdziwego doła, to na stację kolejową...taka moja fanaberia

21. Jak długo zajmuje Ci prysznic?
Mój rekord to 15 min

22. Jak długo zajmuje Ci przygotowanie się rano?
Przynajmniej godzinę

23. Czy kiedykolwiek brałaś udział w bójce?
Zdarzało się...w przeszłości

24. TURN ON - Co Cię kręci/Co Ci się podoba u chłopców?
Wzrost, styl, niski głos, perfumy, aura tajemniczości, moglabym wymieniac bez końca...

25. TURN OFF - Co Ci się nie podoba u chłopców?
Debilizm. Reszta to szcegóły

26. Powód dla którego dołączyłaś do Pingera (w pierwotnej wersji było Youtube)?
Ktoś mnie namówił.

27. Czego się boisz?
Nie mam jakieś fobii, czy czegoś w tym rodzaju, ale w moich najgorszych koszmarach pojawia się np. psychopata, albo, co gorsza komuś mi bliskiemu dzieje się krzywda.Tego się boję

28. Kiedy ostatnio płakałaś?
Jakiś tydzień temu

29. Kiedy ostatnio powiedziałaś że kogoś kochasz?
Staram się mówić to jak najczęściej, wychodzi różnie

30. Co oznacza Twój nick?
Zdrobnienie mojego imienia + fetysz wilków

31. Ostatnia przeczytana książka?
,,Dary Aniołów- Miasto Kośći"
,,Gorączka"

32. Książka, którą aktualnie czytasz?
Aktualnie nic...muszę przypuścić atak na bibliotekę

33. Co ostatnio oglądałaś?
,,Miasto Kości"

34. Ostatnia osoba, z którą rozmawiałaś?
Tata- opowiadał mi o jakieś nowej grze czy coś...

35. Relacja między tobą a osobą, której ostatnio wysłałaś SMS'a?
Przyjaźń.

36. Ulubiona potrawa?
To zależy od humoru, mojego aktualnego biorytmu i aury

37. Miejsce, które chcesz odwiedzić?
Luwr i Anglia

38. Ostatnie miejsce w którym byłaś?
Wołomin.

39. Czy ktoś Ci się teraz podoba?
Nie

40. Ostatni raz kiedy pocałowałaś kogoś?
?

41. Ostatnio kiedy ktoś Cię obraził?
10 minut temu xd.

42. Ulubiony smak słodki?
nie wiem czy to zalicza się do słodkich...limonka

43. Na jakich instrumentach grasz?
gram to za dużo powiedziane, brzdąkam na gitarze

44. Ulubiona część biżuterii?
Bransoletki i wisiorki

45. Ostatni uprawiany sport?
Bieganie

46. Jaka piosenkę ostatnio śpiewałaś?
"Heart by Heart"
47. Ulubiony tekst na podryw?
Preferuję raczej spontany

48. Czy kiedykolwiek użyłaś tego tekstu?
Nie
49. Z kim ostatnio przebywałaś w wolnym czasie?
Z samą sobą

50. Kto powinien odpowiedzieć na te pytania?
uff. koniec Odpowiedzieć powinni:
Eff
Książkomaniak
Duuska
 

 
Muszę przyznać, żw jestem pozytywnie zakoczona Pocztą Polską ( jak nigdy) Książka, którą zamówiłam dwa dni cemu już dziś jest u mnie
Miałam okazję zobaczyć film, który bardzo mi się spodobał, toteż teraz przyszedł czas na czytanie
  • awatar Wiki Wolf: @Dobra stylówa nie jest Zła <3oł.ℓαℓℓα♥: Jestem na 200 stronie i już mogę powiedxieć, że WARTO :) O czym? Hm... krótko mówiąc dziewczyna ze skłonnością do wpadania w tarapaty, i półanioł pogromca demonów, połączyła ich miłość i walka, razem wkraczają do ,,miasta kości" Czyta się szybko, jednym tchem, na prawdę polecam;)
  • awatar Świat mody <3oł.ℓαℓℓα♥: O czym to jest bo nie wiem czy warto przeczytać .? :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Cudowna piosenka, a tak na marginesie to wszystkiego najlepszdgo z okazji dnia Dziecka tym dużym i małym dzieciom
,,Okres dzieciństwa nie trwa od momentu narodzin do osiągnięcia pewnego wieku. Nie jest tak, że dziecko dorasta i odkłada na bok swoje dziecięce sprawy. Dzieciństwo to królestwo, w którym nikt nie umiera''
Edna St. Vincent Millay
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
  • awatar Seiti: ech, po co się mieszać- myśli większość. Kiedy rozdział?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wiosna zawitała do mojego ogrodu, co trochę osładza mi deszczową pogodę i ogólne przygnębienie

Jak widać poniżej, nie tylko ja to zauważyłam...



  • awatar Seiti: Czarności, słodkości. Uroczy kiciek
  • awatar Wiki Wolf: @Lisa Angels: to, prawda, martwiłam się, ale jak widać trochę ich nie doceniłam :D Mam słabość do czarnych zwierząt...
  • awatar sylkat: swietnie;) zapraszam do siebie;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Witajcie!
Nominacja do „Liebster Award” jest nominacją w ramach uznania za „Dobrze Wykonaną Robotę”. Przyznawana jest blogom o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość rozpowszechnienia ich.
Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na jedenaście pytań, które otrzymasz od osoby nominującej. Następnie to Ty nominujesz kolejne jedenaście blogów, informujesz o tym i zadajesz tyle samo pytań. Nie wolno nominować bloga, który Ciebie nominował.
http://livli5.pinger.pl/ - dziewczyna obdarzona niesamowitą wyobraźnią i do tego jeszcze większym talentem- wielkie dzięki za nominację

Moje odpowiedzi:
1. Co ważniejsze serce, czy rozum?
Serce, wolę być szczęśliwą kretynką, niż nieszczęśliwą mądralą
2. Co jest twoją pasją?
Zwierzęta, ze szczególnym upodobaniem do psów
3. Piosenka, której ostatnio nie możesz wyrzucić z głowy.
James Arthur- Impossible
4. Co wolisz, gitara, czy skrzypce?
Gitarra...
5. Masz realne sny? Opisz jeden.
Hm...to zależy od tego co aktualnie czytam np. Ostatnio śnił mi się policjant- psychopatyczny morderca w wielkim kapeluszu goniący mnie po pustyni...za dużo ,,Desperacji'' Stephena Kinga
6. Ulubiona książka, film, serial, manga lub anime
Książka- ,,Anioł'', serial : ,,Arrow'' na zmianę z Dr. House'm
7. Ulubiony gatunek filmów, książek.
Fantasy, romans, horror...
8. Przedmiot, który zasługuje na miano pomiotu szatana.
W szkole- geografia ( na co to komu?!) A w domu, samowyłączający się tablet...grrrrr....
9. Podaj powód założenia swojego bloga.(jeśli piszesz podaj datę dodania następnego rozdziału)
Hm...ktoś mnie do tego namówił i chciałam, w sumie z ciekawości reakcji pokazać innym swoją twórczość.
10. Jak często zatruwasz ludziom życie?
Niektórym jest to potrzebne Ale tylko wedle zasady ,,Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie'', niektórzy uważają, że mam dosyć ,,trudny'' charakter...
11. Pytanie z serii tych najpoważniejszych: Ukochane, słodkie, mniam!
Od razu kojarzy mi się coś takiego: Lody w pięknym pucharku, z malinami i polewą, a do tego jakieś dobre ciacho....Mniam!

Moje pytania:
1. Słowo bądż zwrot, którego stanowczo nadużywasz?
2. Trzy rzeczy które zabrał/a byś na bezludną wyspę.?
3. Bez jakiej rzeczy nie wyobrażasz sobie swojego życia?
4. Gdybyś miał/a wybór wolał/a byś umiejętność latania czy czytania w myślach?
5. Masz zwierzaki? Jeśli tak to jakie?
6. Gdybyś mogł/a cofnąć się w czasie to do jakiej epoki?
7. Co byś zmienił/a w moim blogu?
8. Jaki masz znak zodiaku?
9. Pop czy rock?
10. Cecha której nie cierpisz u siebie lub u innych.?
11. Ulubiony kwiat i dlaczego.?
Nominuję:
http://bili11237.pinger.pl/
http://misao245.pinger.pl/
http://aria0013.pinger.pl/
http://kuki0013.pinger.pl/
http://diabolina.pinger.pl/
http://seiti1008.pinger.pl/
http://maruszewska.pinger.pl/
http://samojebka.pinger.pl/
http://gbear.pinger.pl/
http://naznaczonanastolatka.pinger.pl/
  • awatar Wiki Wolf: @Lisa Angels: Sorki, mój błąd;) Rozdział po egzaminach (po 26 kwietnia, chyba ze stanie się cud i uda mi sie wcześniej)
  • awatar Lisa Angels: A kiedy rozdział??? O.O
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 12 :Tajemnice
Alex siada na ciemnej trawie i daje mi znać, żebym robiła to samo. Po chwili wahania wykonuję polecenie, ale nie tracę czujności.
- Wyglądasz, jakbyś za chwilę miała rzucić się do ucieczki. Rozluźnij się, nic ci nie zrobię.-Mówi pewnym głosem, a mi przychodzi do głowy, że gdyby chciał mnie skrzywdzić, już dawno by to zrobił, więc chyba rzeczywiście nie mam się czego obawiać. Siadam więc wygodniej, opierając łokcie na kolanach. Uśmiecha się.
-Tak lepiej- Przez chwilę zastanawia się, jego uśmiech gaśnie, i w końcu zaczyna mówić:
-Istota, którą widziałaś to nie człowiek, ale inkub.-Ostatnie słowo niemal wypluwa, ale nie kontynuuje, wyraźnie czekając na jakąś reakcję z mojej strony. Nie wiem co mam mu powiedzieć. Z jednej strony czuję ulgę, że ten ktoś nie okazał się zwykłym człowiekiem, ale z drugiej, nazwa, inkub zupełnie nic mi nie mówi.
-Domyślam się, że nic nie rozumiesz, prawda?- Pyta, jakby czytał mi w myślach.
-Nie.- Odpowiadam cicho, kręcąc przy tym głową.
-Niektórzy mówią, że to jakiś rodzaj wampirów, ale tak naprawdę to demony, żerujące na młodych kobietach. Najpierw uwodzą je we śnie, a potem materializują się i wypijają całą ich krew, zabierając tym samym duszę. Dzięki temu stają się silniejsi.-Wzrok mu ciemnieje, a twarz wykrzywia grymas nienawiści pomieszanej z bólem . –To spotkało moją siostrę, kiedy ja miałem 19, a ona 24 lata. Była dla mnie wszystkim. Zastępowała mi matkę, która nas porzuciła i ojca, którego nigdy nie znałem. Zrezygnowała ze studiów, żeby iść do pracy. Mi kazała się uczyć. Mówiła, że bez tego nic nie osiągnę. –Przełyka ślinę-Tego dnia wróciłem trochę później niż zwykle, ale kiedy wszedłem do mieszkania, od razu zauważyłem, że coś jest nie tak. Zwykle o tej krzątała się w kuchni, a teraz panowała tu cisza. Wszedłem do pokoju i wtedy go zobaczyłem. Trzymał ją za ramiona, a kiedy podniósł głowę, z ust kapała mu krew. Nigdy nie zapomnę tej twarzy. Rzuciłem się na niego, ale było za późno. W jednej chwili zniknął. Po prostu rozpłynął się w powietrzu.- Kręci z niedowierzaniem głową, a ja nie mogę go dłużej słuchać. To zbyt bolesne, by mogło być prawdziwe. Przy tym, co go spotkało, moje problemy wydają się wręcz śmieszne. Nie przerywam mu jednak, tylko słucham dalej.
-Na szczęście dla mnie, jakieś 3 tygodnie później spotkałem Torgala i okazało się, że jestem obciążony klątwą. Sam nie wiem dlaczego, ale opowiedziałem mu o wszystkim, a on obiecał mi zemstę jeżeli tylko do niego dołączę. Zgodziłem się. Zaczął mnie szkolić i niedługo potem, okazało się, że pomimo braku doświadczenia jestem szybszy i silniejszy od pozostałych, w tym pierwszpoziomowców. Wiedziałem dlaczego. Mnie napędzała żądza zemsty, a ich tylko obowiązek. Na początku nie chciał brać mnie na polowania, byłem przecież za młody. Ale w końcu musiał ulec. Rok później zostałem mianowany na przywódcę łowców.-Patrzy gdzieś w dal.- Nie spocznę, dopóki nie zabiję tego, który skazał Leilę na śmierć, i wszystkich innych, którzy jeszcze chodzą po ziemi.- W jego głosie słyszę, żelazną determinację i zalewa mnie fala wstydu, kiedy pomyślę, że nazwałam go mordercą. Z trudem przełykam łzy. Niepewnie dotykam jego ramienia, chcąc dodać mu sił. Odwraca się w moją stronę, ale nie strząsa mojej dłoni, jak się tego spodziewałam.
-Tak strasznie mi przykro- szepczę, a po moim policzku spływa pojedyńcza łza. Alex podnosi słoń do mojej twarzy i delikatnie ściera ją kciukiem. Uśmiecha się smutno.
-To już przeszłość-Mówi patrząc mi w oczy.- Teraz wiesz już o mnie wszystko- Zbliża swoją twarz do mojej i przez chwilę wydaje mi się, że mnie pocałuje, ale on tylko opiera czoło o moje i przymyka oczy.
-Nie mogę przestać o tobie myśleć.- szepcze tak cicho, że ledwo go słyszę. Przez chwilę oddycha głęboko, po czym przygryza dolną wargę i odsuwa się. Zdezorientowana otwieram oczy, kiedy on odchrząkuje i szybko wstaje. Robię to samo.
-Lepiej już chodźmy.- mówi nie patrząc mi w oczy.
Podczas drogi powrotnej prawie nie rozmawiamy, oboje pogrążeni we własnych myślach.
Po jakimś czasie jesteśmy już na miejscu. Wchodzimy do masywnego budynku obozu i ja od razu kieruję się do swojego pokoju, ale Alex łapie mnie za rękę, zatrzymując w miejscu.
-Zaczekaj. Musimy iść do Torgala i wszystko mu wyjaśnić.
-Ale po co? –Pytam szybko. Nie potrzeba mi dzisiaj więcej wrażeń.- Na pewno już śpi. Tak jak cała reszta- Dodaję, trochę spokojniej. Chłopak wzdycha cierpliwie.
- Zaręczam ci, że nie śpi. Po drugie, myślisz, że po tym wszystkim co widziałaś i słyszałaś wszystko będzie jak dawniej?- Kręci głową, nagle poważniejąc.- Nie będzie. Za duże ryzyko. Chodź.- Nic już nie mówię, tylko pozwalam prowadzić się jak małe dziecko. Stajemy pod drzwiami gabinetu i Alex wchodzi pierwszy, pociągając mnie za sobą. Torgal siedzi za biurkiem, a kiedy podnosi wzrok, marszczy brwi, wyraźnie zaskoczony naszym widokiem.
-Alex? Viktoria?- Pyta z konsternacją, ale po chwili odzyskuje rezon.- Co mogę dla was zrobić?
-Mamy problem. Dośc duży, jak sądzę .- Zaczyna Alex, a Torgal zerka na mnie nerwowo.
-A nie wolałbyś porozmawiać ze mną na osobności?- pyta sucho
-Nie.- Odpowiada pewnym głosem- Jej obecność jest tu konieczna.- Dopowiada. Dyrektor wydaje się zbity z tropu.
-Nic nie rozumiem. Mógłbyś jaśniej?- prosi, już wyraźnie podenerwowany.
Alex po krótce opowiada mu o tym, co miało miejsce dzisiejszego wieczoru, a on z każdym zdaniem robi się coraz bardziej wściekły.
-Rozumiesz już, dlaczego przyprowadziłem ją do ciebie.- Kończy spokojnym głosem.
Torgal z trudem nad sobą panuje, widać to coraz bardziej.
-Jak mogłeś do tego dopuścić!- Syczy przez zaciśnięte zęby- Czy zdajesz sobie sprawę co zrobiłeś?!
Chłopak nie odpowiada, tylko przygląda mu się twardo.
-To trochę moja wina. Nie powinnam kręcić się wieczorem tam gdzie nie trzeba.- Mówię. Czuję, że jestem mu to winna. Ale Torgal zachowuje się, jakbym w ogóle się nie odezwała. W zamyśleniu pociera głowę, w końcu mówi ponurym głosem:
-Dla niej jest teraz tylko jedno wyjście. I ty- Pokazuje palcem na Alexa- Osobiście tego dopinujesz.
-Co mam zrobić?- pyta chłopak czujnie. Dyrektor przez chwilę milczy, jakby ważył się, czy podjął właściwą decyzję. Po chwili jest już pewny.
-Wyszkolisz ją.
  • awatar .Eff.: Przeczytałam wszystkie rozdziały jednym tchem ;) Kiedy kolejny rozdział? Czekam ;)
  • awatar Seiti: Inkub- pierwsza myśl, że ma coś wspólnego z sukkubem, czytam dalej i okazuje się, że miałam racje ;P Bardzo dobrze napisane, miło się czytało, wręcz chce się więcej.
  • awatar Lisa Angels: No proszę proszę. Ciekawe jaka była ta Leila, z chęcią bym ją zobaczyła w tym opowiadaniu jako zły charakter, a do tego czytam inkub, założę się, ze Viki miała taką sama minę jak ja na tą nazwę, chociaż mi po głowie chodziło coś na kształt kupidyna... skąd takie skojarzenie nie mam pojęcia :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, życzę wszystkim dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności w nowym roku, a tym, którzy tak jak ja lubią coś stworzyć od czasu do czasu- niewyczerpanej weny
Specjalnie dla was, nowy rozdział mojego opowiadania, mam nadzieję, że się spodoba
Miłego czytania!
A tutaj coś świątecznego dla kociarzy:
i psiarzy, do których należę:
 

 
Rozdział 11
Kiedy tylko przekraczam próg, po raz kolejny ląduje pod ostrzałem spojrzeń. Setki par oczu wlepionych we mnie, niektóre nienawistne inne współczujące- sprawiają, że czuję się niemal naga, więc odruchowo spuszczam głowę i czym prędzej podchodzę do okienka. Kobieta za ladą, ta sama, która wczoraj uśmiechała się przyjaźnie, dzisiaj tylko przygląda mi się z kamienną twarzą. Nic nie mówi. Nie musi. Jej twarz jasno daje do zrozumienia, że tak jak wszyscy, wie co się stało. I wcale nie okazuje mi współczucia. Gdyby to nie dotyczyło mnie pewnie byś się śmiała. Czyżby Rick miał tu taką władzę, że zdążył zniechęcić do mnie nawet kucharkę? Zabieram tacę i rozglądam się w poszukiwaniu miejsca. Chociaż większość jest zajęta, na końcu sali dostrzegam pusty, dwuosobowy stolik. Idealnie. Nie będę musiała znosić niczyjego towarzystwa. Obojętnie mijam miejsce przy którym siedzi Ifi i z miną pokerzysty udaję, że nie słyszę jej nawoływań. Jest ostatnią osobą z którą w tej chwili chcę rozmawiać. Raźnym krokiem przechodzę przez salę, siadam i zaczynam skubać jabłko. Jestem tak pogrążona we własnych myślach, że prawie nie czuję smaku. Myliłam się co do tego miejsca. Wcale nie różni się mojej poprzedniej szkoły. Ale tam miałam przynajmniej kilkoro znajomych, którzy mnie lubili i rozumieli. Miałam rodziców. Czy teraz to wszystko straciłam? Wcale nie chcę tu być. Nawet tutaj, jestem dziwolągiem, który nie potrafi się dostosować- ta myśl przeszywa mnie niczym włócznia. Zatrzymuję ledwie tknięty owoc w połowie drogi do ust. Czy już zawsze tak będzie? Jak przez mgłę widzę podchodzącą do mnie Ifi. O nie, nie, jeśli zacznie mnie przepraszać , rozkleję się. Wiem o tym. Biorę głęboki oddech i podnoszę na nią wzrok.
-Czego chcesz?- Głos mam czysty, jednostajny. Świetnie. Na jej twarzy na chwilę pojawia się przebłysk bólu, ale zaraz zastępuje go żelazna determinacja.
-ja...chciałam cię przeprosić. Naprawdę chcę się z tobą zaprzyjaźnić, ale zrozum, bałam się i...- Przyjaźnić? Dobry początek. Tylko, że ja już mam jedną przyjaciółkę, która zupełnie mnie olała i która teraz pewnie maluje sobie paznokcie. Niepotrzebna mi druga. Przerywam jej ruchem ręki.
-Daj spokój- Wstaję, i zbieram się do wyjścia, a na odchodne mówię -przynajmniej dowiedziałam się na kogo mogę liczyć- Cholera, nie jestem w stanie opanować drżenia głosu wypowiadając te słowa.
Reszta dnia mija mi długo i jednostajnie. Poznałam Zaye, ,z którą mam sztukę. Jest trochę dziwna, ale dzisiaj zupełnie nie zwracam na to uwagi.
Jestem już po lekcjach. Na kolację nie poszłam. Opieram się o balustradę balkonu, który dopiero co odkryłam. Jest piękny w swoim starym, eleganckim stylu. Słońce powoli zachodzi, tworząc na niebie fioletowo-niebieską poświatę. W co ja się wplątałam? Uczucie Deja Vu jest jednocześnie przygnębiające i otrzeźwiające. Przygnębiające, bo miałam cichą nadzieję, że to miejsce okaże się moim domen, a tymczasem mam powtórkę z tego co już przechodziłam. I otrzeźwiające, ponieważ przez chwilę zapomniałam, kim jestem. Odmieńcem z garstką przyjaciół, choć może już przestali nimi być? Ale życie po raz kolejny postanowiło przypomnieć mi, gdzie jest moje miejsce. A najgorsze jest to, że prawie nic z tego nie rozumiem. Po tym, co się stało ,choć minęło zaledwie parę godzin wszyscy traktują mnie jak potencjalnego wroga. Oceniają mnie, choć żaden z nich nic o mnie nie wie. Dlaczego??? Śmieję się gorzko. Myślałam, że tu będzie inaczej. Nie jest. I nigdy nie będzie- ta myśl nieproszona wkrada się do mojej głowy. Nagle słyszę między drzewami jakiś szelest. Wytężam wzrok, ale nic nie widzę. Po chwili rozlega się cichy okrzyk, lecz jest tak zagłuszony, że nie potrafię stwierdzić, czy należy do kobiety, czy mężczyzny. Przez chwilę rozważam wszystkie opcje. Minutę później zbiegam już po schodach. Tym razem dowiem się o co chodzi. Wybiegam na dwór i kieruję się w stronę z której dochodziły odgłosy. Wchodzę głębiej w las i zatrzymuję się nagle. To co widzę mrozi mi krew w żyłach. Trzech mężczyzn. Dwóch jest do mnie odwróconych plecami, a trzeci leży na ziemi, wijąc się w konwulsjach. Jest bardzo blady, ubrany w ciemny płaszcz. Kiedy próbuje się podnieść, jeden z mężczyzn podchodzi do niego, pochyla się i przez ułamek sekundy widzę jego twarz. To Alex! Co on tu robi? Czy to o tym rozmawiali po akademii? Wszystkich tych przemyśleń dokonuje w ciągu kilku sekund. Wtedy chłopak wyciąga coś z kieszeni. To nóż. Mały, połyskujący, ze srebrną rękojeścią. Pochyla się nad swą ofiarą jeszcze niżej, po czym wbija sztylet w samo serce, szepcząc mu coś do ucha. Mimowolnie wydaje z siebie głośny jęk. Wtedy obaj oprawcy odwracają się w moją stronę. W ich oczach gra czysta nienawiść. Bardziej instynktownie niż racjonalnie podrywam się do ucieczki. Biegnę ile sił w płucach, jednocześnie słysząc za sobą ich kroki. Mordercy! krzyczy głos w mojej głowie. A więc o to chodzi. Zabijają ludzi. Przyspieszam. Ale oni są szybszy. W jednej chwili ktoś łapie mnie za ramiona i gwałtownie odkręca w swoją stronę. Mimo to nie poddaję się. Wyrywam się i nawet nie zauważam stromego zbocza. Potykam się i razem ze swoim prześladowcą spadam w dół. Na szczęście ląduję na trawie i czuje żelazne dłonie zaciskające się wokół moich ramion. Odwracam głowę i dostrzegam, że to jeden z pierwszopoziomowców. Patrzy się na mnie, jak łowca na zwierzynę.
-Ty??- Mówi przez zaciśnięte zęby. To jasne, że jestem ostatnia osobą której by się tu spodziewał. Szczerze mówiąc ja także. W tej chwili zza drzew wychodzi Alex i zatrzymuje się gwałtownie. Na jego twarzy maluje się niedowierzanie, pomieszane ze strachem. Jednak szybko się opanowuje i podchodzi bliżej. Jestem w takim stanie, że zaraz zadławię się własną złością.
-Mordercy!!!- wykrzykuję znowu próbując się wyrwać. Nadaremnie-Jak mogłeś tak po prostu go zabić?- Jak dobrze uzewnętrznić ból. Nawet nie zwróciłam uwagi na łzy, które płyną mi teraz ciurkiem. Chłopak blednie, i w jego oczach nie widzę już strachu, tylko urazę. Jak on śmie?!Ale coś mnie powstrzymuje i nie mówię nic więcej, jedynie mu się przyglądam. Zapada pełna oczekiwania cisza. W końcu Alex się odzywa:
-Puść ją.- mówi krótko, tonem nieznoszącym sprzeciwu. Co? Co on robi? Chce mnie tak po prostu wypuścić?
-O czym ty mówisz? Trzeba ją wykończyć tak jak tamtego, za dużo widziała- odpowiada mój oprawca. Serce wali mi jak oszalałe. Błagam nie, nie chcę umierać, proszę- modlę się w duchu.
-Powiedziałem- Jego głos jest bardzo pewny, a mówiąc to wydaje się wyższy, niż jest w rzeczywistości. Mój oprawca zaciska dłonie z taką siłą, że czuję to niemal w kościach, ale po chwili uścisk się zmniejsza, aż w końcu puszcza mnie całkowicie. Kiedy krew na powrót dopływa mi do rąk, sprawia to niemal fizyczny ból. Co mam zrobić? Wiem, że powinnam uciekać, ale nie potrafię. Chcę się dowiedzieć o co w tym chodzi. Staję więc z boku i czekam. Co mam do stracenia? Gdyby chcieli mnie zabić, już by to zrobili.
-Wracaj- przez chwilę myślę, że mówi do mnie, ale nie zwraca się do chłopaka- Ja zajmę się resztą- dopowiada i rzuca mi przelotne spojrzenie. I choć nie wiem skąd, to mam pewność, że nie zrobi mi krzywdy. Akurat tego jednego jestem pewna. Ale jego kompan już nie. Uśmiecha się złowrogo, kiwa głową i po chwili znika w chaszczach.
Alex zatrzymuje się jakieś pół metra ode mnie.
-No więc? Naprawdę masz mnie za mordercę?- zaczyna. Oczywiście że tak!!!- krzyczy moja podświadomość, ale nie ona ma tu decydujący głos.
-wiem co widziałam. Zabiłeś człowieka.- Odpowiadam zachrypniętym od płaczu głosem. Kręci głową.
-To nie był człowiek- Mówi krótko.
-A więc co?- To pytanie wydostaje się nieproszone z moich ust, ale nie mam zamiaru się wycofać. Chcę znać prawdę, choćby nie wiem jaka ona była. Podchodzi jeszcze bliżej i patrzy mi głęboko w oczy.
-Istota spłodzona z bólu, strachu i nienawiści.- Nie wiem co powiedzieć, ale on kontynuuje – Chcesz wysłuchać tej historii? Mojej historii?- Kiwam głową, nie będąc w stanie wydobyć z siebie głosu. Wiem, że po tym co usłyszę, nic już nie będzie dla mnie takie samo.
  • awatar Seiti: Czekam i czekam i się doczekać nie mogę. Poproszę w takim razie pw z info o rozdziale. :*
  • awatar Seiti: Kiedy następny rozdział?
  • awatar Seiti: Cudownie, w końcu ktoś zaspokoił moją chęć czytania. Wspaniały rozdział.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Rozdział 10 :,,Tajemnice"
przycisnęłam głowę do ściany, mając nadzieję, że jej chłód choc troche uśmierzy ból. Nie za wiele to pomogło, no ale cóż, przynajmniej nie był juz tak przeszywający. Przymknęłam oczy, z nadzieją, że to pomoże. Pozwalam sobie odpłynąć, kiedy słyszę ciche kroki, a chwilę potem głośne trzaśnięcie drzwiami, które natychmiast daje znać mojej zbolałej głowie. Otwieram oczy i już-już mam rzucic w stronę tej osoby odpowiednia uwagę, ale widzę, że to Torgal, zamykam więc buzię i dalej sie opieram. Pan Stooler ubrany jest w szary, nienaganny garnitur i białą, jeszcze bardziej nienaganna koszulę. Wychodzi na środek sali i kiedy zaczyna mówić, wszyscy milkną. Widać, że dażą go szacunkiem, wcale sie nie dziwię, bo sama odczuwam przed nim wielki respect.
-Witajcie moi drodzy- Mówi rozkładając ręce jak polityk -pewnie zastanawia was powod, dla którego przerwałem wam lekcje- uśmiecha się- A więc, nie owijając w bawełnę. Jak juz pewnie zauważyliście, w tym roku dołączyło do nas bardzo dużo ludzi. Tylko w przeciągu ostatnich 3 tygodni przyjęliśmy pod swoje skrzydła, siedmioro. Chcę, abyście wiedzieli, że wcześniej raczej to sie nie zdażało, ale nie jest to powod do zmartwień. Przynajmniej narazie. Jednak zważywszy na sytuację, w jakiej się znajdujemy, chciałbym prosić was, i tu zwracam sie do poziomu pierwzszego o wsparcie.-Prycham, na szczęście na tyle cicho, że nikt nie zwraca na to uwagi- Wiem, że nie jest was dużo i że macie wystarczająco dużo swoich...-zatrzymuje się, marszczy brwi i mówi: obowiązków- Jeszcze jedna tajemnica? Nie za dużo tego? O jakie obowiązki mu chodzi? Moja Wewnętrzna Ja gromi mnie wzrokiem. ,,Przestań wszędzie widzieć sekrety!" zdaje się krzyczeć. Głos Torgala staje sie troche cieplejszy -Pamiętajcie, że wy tez przez to przechodzilięsie i że wam też nie było łatwo-taa, twoi chłopcy już okazali mi ogromne ,,Wsparcie"-myślę. Wspomina jeszcze o sprawach bieżących, typu nowy nauczyciel, od tego i tamtego bla, bla, bla- No dobrze to by było na tyle, nie będę was dłużej zatrzymywać. Gdyby ktoś chciał ze mna porozmawiać, to wiecie, gdzie mnie szukać- Kończy swoją przemowę, śmiecha sie a wszyscy wstają. Wszyscy oprócz pierwszopoziomowców. Oni siedzą na swoich miejscach, jakby na cos czekali. W końcu równiez wstają, ale nie udaja się do wyjścia, jak ja, tylko prosto w strone dyrektora, a on nie wyaje sie ani troche zdziwiony. No cóż, widocznie mają jakąś sprawę- z ta myślą wychodzę za drzwi , ale tuz za nimi zatrzymuje się i kiedy pozostałych nie widac już na korytarzu, przyciskam ucho do framugi drzwi. Ciekawość. ,,To pierwszy stopień do piekła!" mówi moje Racjonalne Ja, ale juz dawno przestałam go słuchać. To jest silniejsze ode mnie. Pomimo, że rozmowa toczy się normalnym tonem, to i tak ciężko jest mi wyłapac kontekst. Słyszę tylko urywki.
-....NIe dajemy juz sobie rady, a ty jeszcze każesz nam ich niańczyć, to...
-...Ostatnim razem o mało nie straciliśmy jednego z nas...- ostatnim razem czego?
-...To sie robi coraz bardziej niebezpieczne...- Oburzone głosy i potulny, cichy ton Torgala, jakiego jeszce u niego nie słyszałam.
...Wiem...wiem, ale uwierzcie mi, gdyby to zależało ode mnie, nie bralibyście w tym udziału...- w czym???Powiedźcie w końcu w czym!!!Ale nie doczekuję sie odpowiedzi, za to słyszę kroki w moim kierunku, więc szybko przebiegam korytarz i, juz normalnym tempem wchodzę po schodach, jakbym właśnie wracała ze stołówki. Zerkam na zegar na ścianie. Dobrze się składa, trwa akurat pora lunchu. Ale najpierw muszę znaleźć cos na ten potworny ból głowy. Skręcam, więc i udaje się do pokoju medycznego. Pukam kilka razy, a kiedy nikt nie odpowiada, delikatnie pociągam za klamkę i wchodzę. Pusty. Hm...Widać pielęgniarka tez była głodna . Trudno sama cos znajdę, w końcu to żadna filozofia. Coś przeciwbólowego np. Paracetamol to wszystko czego potrzebuję. Przeglądam szklane szafki z opakowaniami leków, ale nic nie znajduję. Kurczę, ja nawet nie kojarze tych nazw! Wszystkie fiolki sa ułożone alfabetycznie, ale to i tak nic nie daje, bo nie ma czegos takiego jak Paracetamol, czy ibuprofen. Cholera. Przeciez nie wezmę proszka, jeśli nie wiem na co jest!Przetsząsam kolejne szafki.
-Co tu robisz?- aż podskakuję, prawie upuszcając blado fioletowe opakowanie i szybko odwracam sie w stronę drzwi. Stoi w nich Alex ze zmarszczonymi brwiami. Noi proszę, znowu sie spotykamy. I znowu, to ON pyta się MNIE, to tu robię, chociaz mogłabym zapytac o to samo. Po chwili wahania wchodzi do pokoju, cicho zamykając za soba drzwi i siada na kozetce. Przyłapuję się na tym, że przyglądam się mu z zachwytem. W jego ruchach jest sporo gracji, a jego twarz...Hej, o czym ty myślisz?- przywołuje sama siebie do porządku, a on przygląda mi się, wyraźnie czekając na odpowiedź. Już mam na końcu języka jakąś ciętą uwagę, że to nie jego interes, bla bla bla, ale coś powstrzymuję mnie przed wypowiedzeniem jej na głos, zamiast tego mówię więc:
-Szukam, czegoś na ból głowy. A ty mógłbys się tak nie skradać- zarzucam mu, na chwilę zapominając o tym, że przed chwilą sama bezwstydnie podsłuchiwałam pod drzwiami.
-Nieźle sobie przywaliłas co?- Pyta i tym samym zbija mnie z tropu. Jak to ,,sobie przywaliłaś"? Pomimo, że jego ton niby był współczujący, to i tak wszystko się we mnie gotuje.
-Sama sobie nie przywaliłam-syczę- zrobił to twój nadęty kolega, jak mu tam, Rick?- Wymawiam jego imie przez zacisnięte zęby.
-Troche go poniosło...- odpowiada. Jego ton jest tak piekielnie opanowany, że aż mnie rozsdadza.
-Poniosło go??! trochę?! Mógł mi zrobic krzywdę!- Patrzy na mnie unosząc na moment brwi. Zastanawiam się, czy powinnam mu podziękować. ale z drugiej strony, mógł powstrzymać Ricka troche wcześniej, zanim ten zdążył mnie popchnąć.
-Ale nie zrobił- patrzy gdzieś za mnie- no, przynajmniej nie za dużą. Przez chwilę mierzymy sie wzrokiem, po czym on wstaje, i podchodzi do mnie, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Stoi na tyle blisko, że mogę poczuc jego zapach. Silna odurzająca woń, kojarząca się z drewnem i dopalającym się ogniskiem. Po chwili wyciąga ramię w stronę szafki, wyjmuje coś i cofa się. -Masz, połknij to. Tylko nie więcej niz jedną- mówi, i podaje mi, jak sie okazuje białą fiolkę z kolejna etykietką, która nic mi nie mówi. Marszczę brwi.
-Dzięki...skąd wiedziałeś?- Uśmiecha się z drwiną, dokładnie tak samo jak Rick. CZy oni ich tego gdzieś uczą?! Stoi teraz, nonszalancko oparty o drzwi, z rękami w kieszenich.
-Jestem na pierwszym poziomie, zapomniałaś?- jego ton, pełny kpiny i arogancji, działa na mnie, jak płachta na byka.
- Ty...- Po raz kolejny wyprowadził mnie z równowagi. Biorę głęboki oddech, by nad soba zapanować. Wystarczy jak na jeden dzień.
-Mam na imię Alex- dokańcza za mnie i tym samym powoduje, że szuflada z napisem ,,opanowanie" zostaje szczelnie zamknięta, a klucz wyrzucony.
-Wiem! Wiem, że masz na imię Alex! A teraz wiem jeszcze, że jesteś takim samym dupkiem jak tamten. Po co tu wogule przyszedłeś?!- jego uśmiech przygasa, ale ja zdążyłam się już rozkręcić.- I dla twojej wiadomości, ja tego tak nie zostawię! Nie będę, życ w strachu przed tobą i Twoją świtą! Ani ja, ani inni! Pójdę do Torgala!- Jego uśmiech całkiem gaśnie, twarz przybiera postac maski wykutej z lodu. Powoli, pochyla głową, i idzie w moim kierunku, pocierając nos kciukiem. Kiedy staje naprzeciwko mnie, przestaje, a ja zaczynam sie bać, że mnie uderzy i na tę myśl cała się w sobie kulę, on jednak tego nie robi, podnosi tylko głowę i zaczyna mówić:
-I myślisz, że on ci uwierzy? Albo, że jakiś inny dzieciak powie prawdę? Nie sądzę. Jesteś nikim- jego słowa tną jak noże- Dziewczynka z piątego poziomu o niewyparzonym języku, którą kręci podsłuchiwanie- czerwienie się. skąd on wie?- Tak, wiem, I inni też wiedzą- Czerwienię się jeszce bardziej, i czuję strach.. Ale on wydaje sie niewzruszony i kontynuuje:-Ty, przeciwko nam. Jestes pewna, że chcesz iść do Torgala?- Kładzie dłonie po obu moich stronach, przyszpilając mnie do ściany i nie pozwalając mi sie ruszyć. Nie odpowiadam, tylko kulę sie jeszcze bardziej i spuszcam głowę. Trzyma mnie tak jeszcze chwilę, po czym odpycha się od szafek, i wraca pod drzwi.
-Tak myślałem- patrzy na mnie beznamiętnie
Nie spodobało mi się, że nazwał mnie nikim. Nie spodobało mi się, że nazwał innych dzieciakami. Nie spodobało mi się, że przyłapal mnie na podsłuchiwaniu. Ale skoro naprawdę tak mysli, to dlaczego, choć późno ale jednak, powstrzymał Ricka przed oddaniem mi?
- Skoro jestem nikim- głos coraz bardziej mi się łamie- a reszta tylko banda dzieciaków, to dlaczego go powstrzymałeś? Dlaczego nie pozwoliłeś mu ponownie mnie uderzyć? Dlaczego?- za wszelka cene trzymam się gniewu, bo wiem, że kiedy przestanę, to się rozkleję, a tego nie chcę za żadne skarby. Tymbardziej przy nim. Kiedy podnoszę wzrok, widzę, że mruga, jakby zdziwiony moimi słowami. widać nie spodziewał się takiego pytania.
-Nie wiem- odpowiada w końcu i jak szybko może, wybiega z pokoju. Głośno wypuszczam powietrze. Opieram dłonie o kolana i próbuje się uspokoić. Kilka minut później, ignorując wewnętrzny opór, połykam tabletkę, którą dał mi Alex. Mija kilka sekund i czuje się...dziwnie. Mam mroczki przed oczami. Chwytam sie ściany. Wszystko wiruje, nogi mam jak z waty i czuję, że zaraz zwymiotuje. Ponadto w głowie czuje bolesne pulsowanie. Może minęlo pare sekund,a może pare minut, w każdym razie wszystkie objawy, włącznie z całym bólem głowy mijająm jak ręką odjął. Poruszam na próbę głową i nic nie czuję. O kurcze. Może troche to dziwaczne, ale podoba mi się. Kiedy mój organizm nie jest juz nakierowany na wyłączne odczuwanie bólu i złości, zdaję sobie sprawę, jaka jestem głodna. Przeglądam sie w lustrze na ścianie, poprawiam włosy i wychodzę z zamiarem pójścia do stołówki.
  • awatar Seiti: Ile można czekać... litości!
  • awatar Seiti: Więcej... kurde, popadam w kompleksy. Świetnie prowadzisz historię. :D
  • awatar Lisa Angels: Super! Ach ty niedobra (grozi palcem) teraz będę się zastanawiała, co te pierwsze roczniki wyczyniają... i to "Nieźle sobie przywaliłaś" - bez cenne - czytając to mioją pierwszą ripostą byłoby, coś takiego "A może chcesz, żebym ci pomogła tak sobie przywalić?", a druga to byłaby podobna do twojej wersji. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Witajcie!
Mam wielka przyjemność zawiadomić was, że mój brat (bliźniak zresztą;p), dołączył do grona pingerowców ze swoim opowiadaniem.By je przeczytać, kliknicjcie w poniższy link, lub po prostu wpiszcie ;,,Bili BOOM";P
Miłego czytania!
a oto link :http://bili11237.pinger.pl/
 

 
rozdział 9- ,,Lekcja życia"
Wchodząc po schodach zastanawiam się jaką mam następną ,,lekcję". Ale już po chwili nie muszę tego robić, bo mój wzrok wędruje na kwadratową kartkę, powieszoną na tablicy ogłoszeń z informacją o apelu dla wszystkich poziomów na sali gimnastycznej. Hm...po raz pierwszy zobaczę wszystkich na raz pierwszy,a co za tym idzie oni mnie też, więc...warto byłoby pokazać się z dobrej strony. Z tą myślą wkraczam do pokoju i udaję się pod prysznic. Ciepła woda działa kojąco na moje obolałe ciało.Kiedy już całą ją zużywam, wychodzę i owijam się dużym ręcznikiem frotte, po czym suszę włosy i pozwalam , by delikatnymi falami spływały mi na ramiona. Dzięki, że chociaż raz w życiu układają się tak, jak bym chciała- mamroczę, stojąc przy otwartej torbie z ciuchami- jeszcze nie zdążyłam się rozpakować. Decyduję się na niebieskie, dopasowane jeansy i dziewczęcą granatową bluzkę z rękawem 3/4. Makijaż ograniczam do nałożenia na usta cienkiej warstwy błyszczyku i tuszu do rzęs. Przeglądam się w lustrze. Hm...Czegoś tu brakuje. Szperam w kosmetyczce i...tak! Filigranowy wisiorek z drobnymi diamencikami dopełni całość. Unoszę ręce z zamiarem zapięcia go na karku i na całych przedramionach widzę sińce i zadrapania- pamiątki po treningu. Niech to licho! Tylko tego mi brakowało. Zastanawiam się chwilę, po czym narzucam czarny cardigan z długim rękawem. No i proszę. Wyglądam całkiem nieźle. Wsuwam stopy w czarne, pasujące do sweterka baleriny i wychodzę.
Idąc w stronę sali widzę innych i trochę podnosi mnie na duchu, że chociaż garstka z nich, choć niewielka, wydaje się równie zagubiona jak ja, kiedy się tu zjawiłam. Wszyscy zwartą gromadą idą w stronę drzwi, ale w pewnym momencie z szokiem stwierdzam,że tłum jakby się rozstępuje. Wszyscy ze spuszczonymi głowami schodzą na bok i dopiero tam idą dalej. Robię to co oni i zatrzymuję się. O co tu chodzi? Zastanawiam się, i wtedy widzę grupę może 15 ,osób idących środkiem korytarza jak jakaś delegacja. Wyglądają doroślej i poważniej. Wszyscy mają dumne pozy i wysoko podniesione głowy. Ach tak. To pewnie poziomu pierwszy.Najstarsi. Kiedy mnie mijają dostrzegam Jego. Złotowłosego chłopaka z lasu, który nawiasem mówiąc na mnie nakablował. To dziwne, wydawało mi się, że jest w moim wieku. W momencie kiedy mnie mijali, popatrzyłam na niego, a on, jak na zawołanie odwrócił twarz i przyszpilił mnie spojrzeniem. Z jego oczu trudno było cokolwiek wyczytać, ale ten wzrok był tak intensywny, że musiałam przytrzymać się ściany.
W końcu się odwrócił i razem ze swoją świtą poszli dalej, ale nie weszli do sali, tylko zatrzymali się przy wejściu i cicho o czymś dyskutowali. Kątem oka zauważyłam, jeszcze jego dłonie- zaciśnięte w pięści. Otrząsnęłam się z szoku i mijając ich ze spuszczoną głową weszłam do sali.Niepewnie zrobiłam kilka kroków i rozejrzałam się szukając wolnego miejsca.
-Viki!- Zawołał ktoś z pierwszego rzędu, ale nie od razu, rozpoznałam ten głos, lecz kiedy zobaczyłam posiniaczoną rękę, z mnóstwem kolorowych bransoletek machającą do mnie, już wiedziałam, że to Ifi. Uśmiechnęłam się i szybko do niej podeszłam.
-Siadaj, zajęłam ci miejsce-powiedziała. Była ubrana w kolorową bluzkę z krótkim rękawem i zielone spodnie, a włosy pozostawiła w nieładzie. Bynajmniej nie przejmowała się siniakami.
- Dzięki- odpowiedziałam i zajęłam miejsce na czarnym, dość wygodnym krześle. Koło mnie siedzieli Tony i Milano, dobrze, że maja inne włosy, inaczej bym się nie połapała, który jest który. Na początku atmosfera była trochę napięta, zdawkowe pytania o samopoczucie itp. ale już po chwili wszyscy się rozluźnili.
-Wiecie, czego dotyczy ten apel?- zapytałam. Chłopaki popatrzyli na mnie i pokręcili głowami.
- Brat mi mówił, że Torgal je organizuje, kiedy przyjmuje do siebie więcej niż 5 osób w ciągu pół roku. 5? Tylko tyle?
-Masz tu brata?- Niemal chórem zapytali bliźniaki i wszyscy, włącznie z nimi zaczęliśmy śmiać się w głos. Pochyliłam głowę i oparłam ja na rękach, ciągle się śmiejąc, kiedy zauważyłam, że moi towarzysze zamilkli. Podniosłam się i odgarniając włosy z twarzy,zapytałam:
-Co jest?- Kiedy już włosy nie zasłaniały mi twarzy i zobaczyłam o co chodzi, z mojej twarzy również zniknął uśmiech. Nad nami stało czterech chłopaków, patrzących na nas z góry z rękami splecionymi na piersiach. Rozpoznałam w nich gości z korytarza, którym wszyscy zeszli z drogi. Był wśród nich Pan Tajemniczy.
-Musimy się przesiąść.- Powiedziała Ifi tak cicho, jak tylko mogła, i zaczęła wstawać,ale ja złapałam ja za łokieć i pociągnęłam z powrotem na krzesło.
-Nie!Dlaczego?- Zapytałam. O co tu chodzi? Najpierw wszyscy traktują ich jak Bogów, a teraz jeszcze mamy ustępować im miejsce? Nie ma mowy!Zbyt wiele razy ustępowałam, żyjąc pomiędzy ludźmi, teraz nie zamierzam! Rozejrzałam się.Okej,część ich grupy faktycznie siedziała na przodzie, ale kilka osób zajęło miejsca także z tyłu. Zresztą chyba nic nam nie zrobią w obecności dwóch chłopaków. Spojrzałam w bok i dostrzegłam...puste miejsce! Tony i Milano gdzieś się ulotnili. Super. Po prostu zwiali. Ale to nic nie zmienia. Nie przesiądę się, bo ktoś ma taki kaprys. Chodzi o zasady. Zresztą, są jeszcze inne miejsca, a oni nawet nie poprosili. jeden z nich popatrzył na mnie złośliwie i wycedził:
-Nie słyszałaś koleżanki, dziewczynko? Jazda stąd, to nasze miejsce.- Co to ma być? Zanim im odpowiedziałam, zobaczyłam, że dwóch z nich już zajęło miejsca po bliźniakach, natomiast ,,Strzelec" stał obok tego, który kazał mi się przesiąść.
-Nie widzę na nim twojego nazwiska-rzuciłam równie wściekle- Popatrzył na mnie ze wzgardą.
-Viki, daj spokój, chodź- Szeptała Ifi coraz bardziej natarczywie, więc puściłam jej rękę i syknęłam:
-Chcesz to idź! Ja zostaję.-Na co jej oczy zrobiły się wielkie, ale nic nie powiedziała, tylko wstała i odeszła. Po prostu. Zostawiła mnie. Tak więc dwóch z nich, siedziało teraz po mojej lewej stronie,a dwóch stało. Obaj mieli no sobie czarne, t-shirty i potężną muskulaturę.
- Niby dlaczego mam wam ustąpić?!Kim jesteście?- Zapytałam, nie spuszczając tonu. Zauważyłam, że chłopak zrobił się biały z wściekłości, ale niespecjalnie zrobiło to na mnie wrażenie. Przez zaciśnięte zęby powiedział:
- Jesteś zwyczajnie głupia. Zabieraj się stąd, bo zaraz przestane być miły- Uśmiechnęłam się złośliwie i tonem najsłodszym na jaki było mnie stać powiedziałam:
-Nie.
-Sama się o to prosiłaś- po tych słowach brutalnie złapał mnie za nadgarstek i odepchnął od siebie z taką siłą, że upadłam i uderzyłam głową w boczną ścianę. Na chwilę mnie zamroczyło, a kiedy powoli podniosłam się z podłogi w głowie czułam bolesne pulsowanie. Zamrugałam kilkakrotnie by lepiej widzieć. Ten, który mnie popchnął, usiadł teraz na moim miejscu i śmiał się w głos, natomiast Złotowłosy chłopak dalej stał i patrzył na mnie z przerażeniem w oczach, mój oprawca powiedział:
-Ej, Alex, co tak stoisz? siadaj chłopie!- Alex. A więc ma na imię Alex. Przęłknął ślinę, odwrócił się i usiadł na miejscu Ifi.
Czy nikt tego nie widział? Przyszło mi do głowy. Dlaczego nikt mi nie pomógł? Kiedy poniosłam głowę, poczułam jeszcze większy ból, skrzywiłam się, ale nie przestałam patrzeć. Wszyscy zdawali się pogrążeni w rozmowie, patrzyli wszędzie byle nie na mnie. Nic nie widzieli.Czy raczej nie chcieli widzieć. No cóż, widać tu też będę zdana tylko na siebie. Na tę myśl żelazna obręcz zacisnęła się wokół mojego serca, ale szybko porzuciłam te myśl, tak jak robiłam to przez ostatnie lata. odetchnęłam głęboko i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę drzwi, z zamiarem wyjścia, ale kiedy zobaczyłam skierowany we mnie szeroki uśmiech tego frajera, który mnie popchnął,
zmieniłam plany.Podeszłam do niego tak szybko, jak mogłam, ale kiedy stanęłam na przeciw, w jego oczach nie znalazłam śladu skruchy, czy wyrzutów sumienia. Dostrzegłam tylko dumę i pychę.
-Co mało Ci?- Zaśmiał się teatralnie.
-Pożałujesz tego- odparłam gotując się z wściekłości, a on roześmiał się jeszcze głośniej. Moja furia była wręcz namacalna. Poczułam ją aż w koniuszkach palców. Spojrzałam na Alexa. Patrzył na mnie błagalnie i nieznacznie pokręcił głową. Ale było za późno. Pewnie nie powinnam tego robić, ale wiedziona impulsem i przede wszystkim gniewem uniosłam rękę i wymierzyłam mojemu oprawcy siarczysty policzek. Zrobiłam to z taka siłą, że aż zapiekła mnie ręka, a na twarzy chłopaka został czerwony ślad. Głośny plask rozległ się po sali, ale mnie to nie obchodziło. W jednej chwili zerwał się z krzesła, tak gwałtownie, że się przewróciło. Z jego oczu biła taka nienawiść, że mimowolnie się cofnęłam. Miał minę, jakby chciał się na mnie rzucić. I zrobił to. Z uniesionymi pięściami ruszył w moim kierunku, ale jego działania przerwała czyjaś silna dłoń na jego piersi. Spojrzałam w bok. To Alex go powstrzymał. Nie rozumiem...dlaczego?
-Rick, daj spokój siadaj- powiedział swojemu koledze, cały czas go trzymając.
-Widziałeś co zrobiła? Puść mnie do cholery!- krzyczał i wyrywał się ale to nic nie dawało. A mnie nawet nie było przykro. Szczerze mówiąc, zrobiłabym to jeszcze raz.
-Siadaj!- Tym razem było to niemal polecenie. W końcu Rick go posłuchał, a wtedy Alex spojrzał na mnie. Jego wzrok był pełen błagania, ale ton oschły:
-Zmiataj stąd.-Po chwili wahania, ignorując ból raźnym krokiem ruszyłam do ostatniego rzędu i umościłam się na wolnym krześle. Bądź co bądź, byłam mu wdzięczna,a i nie spodziewałam się, że tamten będzie taki niebezpieczny. Uspokoiłam oddech, ale to niestety nie zadziałało na moje skołatane nerwy.
  • awatar Seiti: Łooo jezusieńk kochany, cudowne!!!*_* boskie! no zajebisty rozdział. Idę czytać dalej.
  • awatar Wiki Wolf: Dzięki Misia :*
  • awatar misao245: cud miód rozdział :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rozdział 8 -,,Lekcja pierwsza"
Poszłam do pokoju i włożyłam jedyne dresy jakie znalazłam- szare i trochę za duże, ale to nic. Zwiewną tunikę zmieniłam na bardzie sportowy czarny top, a baleriny, na adidasy. Niesforne kosmyki owinęłam gumką i uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze. Dziwne. Chyba powinnam być zdenerwowana prawda? Nie mogę powiedzieć, żebym nie czuła lekkiego drżenia w klatce piersiowej, ale przede wszystkim odczuwam wielkie podekscytowanie. A co tam, że nigdy nie trzymałam łuku w ręku, kiedyś musi być ten pierwszy raz! Po raz pierwszy od kilku dni trochę się odprężam. Z niegasnącym uśmiechem na twarzy wybiegam z pokoju, ale na schodach przypominam sobie, czym kończy się pośpiech i trochę zwalniam. Faktycznie nie miałam problemu ze znalezieniem sali. W sumie to dziwię się że wcześniej jej nie znalazłam. No ale, trzeba przyznać, że te drzwi nie są wcale takie zwyczajne. Pomimo, że były duże, to były tylko odcień ciemniejsze od ściany w kolorze indygo, na której się znajdują. Dla kogoś kto specjalnie się nie rozgląda, pozostają prawie niewidoczne. Popycham klamkę i drzwi odrazu ustępują. Śmieję się w duchu. Inaczej to sobie wyobrażałam. Spodziewałam się wilgoci i pochodni na ścianach jak z filmu o Draculi, a tymczasem widzę ściany wyłożone panelami w kolorze drewna i miękkie przyjemne dla oka światło.
Schodzę na sam dół i na widok ,,sali" rozdziawiam usta. Jest ogromna. Na ścianach wiszą różnego rodzaju sprzęty do walki, których nazw nawet nie znam. Chociaż może...to czyba włócznia, ale to? Wygląda jak patyk pokryty kolcami i okrągła końówką. Nie mam pojęcia. Ściany mają tu kolor intensywnej czerwieni, a podłogę pokrywa...wlaściwie nie wiem co. Dywan? Nie, za twarde. Płytki? Nie za miękkie. Rozglądam się. Po lewej stronie widzę grupę nastolatków, więc ignorując przyspieszone bicie serca niepewnie do nich podchodzę. Na początku trochę się zdziwili, ale już po chwili jeden z nich, w wieku góra 23-24 lat uśmiechnął się i powiedział:
-Hej. Ty musisz być Viki. Jestem Stuart i będę was uczył strzelać.- Zdębiałam. Dosłownie. Czy wszyscy tutaj są tacy młodzi? Torgal, nie licząc woźnego, był tu chyba najstarszy. ,,Nauczyciel" zignorował moją mało inteligentną minę i zaczął mi przedstawiać resztę:
-To jest Hadża- powiedział wskazując na chłopaka po mojej prawej stronie z włosami obciętymi na żołnierza. Skinął mi tylko głową i dalej dłubał sobie w zębach wykałaczką.
-A to Ifi- drobna, niewysoka dziewczyna z burzą ciemnych loków, ujarzmionych kolorową opaską. Wyglądała trochę jak hipiska.Ta wykazała więcej zainteresowania:
-Cześć! Miło cię poznać. Mam nadzieję, że się dogadamy!- Jej entuzjazm był zaraźliwy, więc uśmiechnęłam się szeroko.
- Dzięki, nawzajem. Też mam taką nadzieję.- Stuart ( czy raczej pan Stewart?)nie zwracając na nas uwagi, kontynuował:
-a to są...- Nie dokończył bo przekrzyczało go dwóch chłopaków trzymających się za ręce. Geje? Doskoczyli do mnie i mocno uścisnęli.
- hej! Ja jestem Tony, a to Milano, masz bardzo ładne włosy, jakiej odżywki używasz?- tak z pewnością geje. Natychmiast ich polubiłam.
-Właściwie nie używam- odparłam
-O nie...-Zasmucił się w bardzo gejowskim stylu i pogrążył w rozmowie z Milanem, tymczasem ja poznałam jeszcze pare osób: rudego, chłopaka, którego włosy sięgały prawie do ramion, nazywał się Romy, no cóż, z Szekspirowskim Romeem ma mało wspólnego, platynowa blondynka z kilogramem tapety na twarz nazywała się Sydney, ale na wejście obrzuciła mnie takim spojrzeniem, że aż przesły mnie dreszcze. Pospolita dziewczyna o dość wybujałych kształtach- Ginna i Connor- niebezpiecznie przystojny chłopkak z idealną muskulaturą i włosach odcienia czekolady. Uśmiechnął się cwaniacko z rękami w kieszeniach, sięc odpowiedziałam tym samym. Hm....może tu nie będzi tak strasznie. Na końcu, ze spuszczoną głową stała przeraźliwie blada i chuda dziewczyna, ze strąkami czarnych włosów- Cindy. Nie zwróciła na mnie najmniejszej uwagi, ale inni zdawali się jakby tego nie zauważać.
-I to by było na tyle- skończył swoje integrowanie Stuart.
- tylko tylę? A gdzie reszta? - wyrwało mi się. W sumie było nas dziesięcioro.
-reszta jest już na następnym poziomie. Tylko wy mi zostaliście- uśmiechnął się, a mi przypomniał się moje zaskoczenie, kiedy czytałam plan. Nie było klas, tylko poziomy. Ja byłam na poziomie 5, czyli na samym początku, potem analogicznie poziom 4,3,2 i ostatni, czyli 1.
-Niech każdy weźmie sobie łuk- wskazał na przeciwległą ścianę. -tylko ostrożnie- upomniał nas- nie mam ochoty wzywać pielęgniarki. Kiedy każdy już się zaopatrzył, kazał nam dobrać się w pary. Nieśmiało się rozejrzałam, a kiedy zauważyłam że Ifi robi to samo, podeszłam do niej i zapytałam wesoło;
-Chcesz być ze mną w parze?- Uśmiechnęła się szeroko, a w jej zielonych oczach dostrzegłam ulgę.
-jasne- Odpowiedziała- stanęłyśmy więc obok siebie, tak jak zrobili to już pozostali.
-No prosze, żadnych sprzeczek, ani kłótni? Skoro jesteście tacy grzeczni, to chyba możemy zaczynać. Podam wam teraz strzały, ale jeszcz nie próbujcie ich zakładać- mówiąc to wręczył każdemu kilkanaście związanych ze sobą strzał. Spojrzałam na nie z przestrachem, ale myśl, że inni umieją tyle co ja, trochę mnie pocieszyła.Podczas gdy ja zatopiłam się w rozmyślaniach, nasz ,nauczyciel" mówił dalej, więc natychmiast się otrząsnęłam.
-Niech każda para stanie przed tarczą- Kiedy to zrobiliśmy podchodził do wszystkich i łumaczył jak założyć strzałę i strzelić. Kiedy poszedł do nas, zrobiłam Ifi mejsce, ale ona posłała mi uśmiech mówiący ,,nie licz na to" , westchnęłam więc i słuchałam jak należy trzymać łuk, jak naciągać cięciwę itp.itd. Nie za dużo zrozumiałam, ale coż, liczą się dobre chęci.
-No dobra, dzisiaj wam już odpuszczę. Postrzelajcie sobi do końca zajęć i nie zróbcie sobie krzywdy ok? - Zaśmiał się, ale nikt nie odpowiedział, zgadłam więc, że było to pytani retoryczne. No więc spróbowałam. Podniosłam łuk, naciągnęłam strzałę i...Auu! Może i trafiłam w Tarczę, ale co z tego, skoro poniżej łokcia pożądnie dostałam. Szczerze mówiąc, nie wiem co zrobiłam źle, ale postanowiłam się nie poddawać. Strzelałyśmy z Ifi na zmianę, przy czym jej szło całkiem nieźle. Za to ja po 10 minutach byłam całkiem obolała, nie wspominając o niezliczonej ilości zadrapań i siniaków na mojej skórze. Kiedy nieprzyzwoicie młody Stuart ogłośił gwizdkiem koniec, byłam mu bardzo wdzięczna. Chociaż poszło mi słabo, moja partnerka podniosła równie poranioną dłoń, a kiedy przybiłam jej piątke powiedziała:
-Nieźle ci poszło- Nie zdziwiłoby mnnie, gdyby powiedziała to z ironią, czy rozbawieniem, ale wcale tego nie zrobiła. Jej ton i wyraz twarzy świadczyły o tym, że naprawdę tak myśli.
-To cześć- powiedziała z uśmiechem i wyszła. Poszłam za jej przykładem i kiedy wchodziłam po schodach, pomyślałam, że naprawdę ją lubię.
  • awatar Seiti: Kiedy następny rozdział?
  • awatar Wiki Wolf: @Seiti: Dziękuje za wyrozumiałość i cieszę się ;D
  • awatar Seiti: Doczekałam się :) "nieprzyzwoicie młody"- padłam normalnie. Mam nadzieję, że teraz będziesz dodawała regularnie. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

A wy? Co byście zrobili?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
rozdział 7 : ,,Pożegnanie"
Chociaż wiedziałam, że ta chwili nadejdzie, to i tak jest mi ciężko. Wiem, że będę musiała okłamywać dwie najdroższe mi osoby. Na szczęście nie muszę tego robić twarzą w twarz. Torgal zgodził się, żebym napisała do nich list z wyjaśnieniem dlaczego tak szybko wyjechałam. Miałam wcisnąć im jakiś kit o jakiś prestiżowych studiach w Atlancie, w których akurat zwolniło się jedno miejsce i jeżeli jak najszybciej tam nie pojadę, to miejsce będzie już zajęte. Uważam, że to dobry pomysł, ze względu na głęboki szacunek i przywiązanie moich rodziców do dobrego wykształcenia. ,,Pamiętaj, ucz się, a daleko zajdziesz"- nie wiem ile razy to słyszałam. Kiedy już go napiszę, mam zanieść Torgalowi, a on załatwi wszystko tak, aby wyglądało, że list naprawdę został wysłany z Atlanty, ale bez adresu zwrotnego. Wychodząc z jego gabinetu staram się za dużo nie myśleć. Jak maszyna. Kieruję się prosto do mojego pokoju, a tam wyciągam kartkę, długopis i walcząc z wielką gulą, która pojawiła mi się w gardle, zaczynam pisać.
Kochani Mamo i Tato!
Muszę powiedzieć wam coś bardzo ważnego, i przykro mi, że robię to w taki, a nie inny sposób, ale niestety nie mam innego wyjścia. Proszę was tylko, żebyście spróbowali zrozumieć, że sytuacja, w której się znalazłam, to dla mnie wielka szansa.
Niedługo wyjeżdżam. A nawet już to zrobiłam. Może nie uwierzycie, albo wyda wam się to co najmniej dziwne, ale dostałam się na studia, jednej z najbardziej prestiżowej uczelni w Atlancie. Szczerze mówiąc, był to łód szczęścia, ponieważ kiedy zwolniło się jedno miejsce, po prostu dostałam taka propozycję, pod warunkiem, że znajdę się tam w ciągu kilku dni. Nie miałam więc czasu o niczym wam powiedzieć, a i tak ledwo zdążyłam się spakować. Wczoraj tu dotarłam. Jest naprawdę świetnie! Nie martwcie się o mnie, jeżeli nie odbieram telefonu, ponieważ ktoś ukradł mi go na lotnisku, więc zablokowałam kartę, ale niestety nie mam na razie pieniędzy na zakup nowego. Po takich studiach wszędzie znajdę pracę.
Chcę, żebyście byli ze mnie dumni. Zobaczymy się za rok, w wakacje. Przepraszam, że tak wyszło, nie chciałam tego.Opiekujcie się sobą nawzajem i pamiętajcie, że Was kocham.
Trzymajcie się, Viki
Zakończyłam mój list i musiałam odsunąć papier, by nie kapały na niego łzy. Kiedy trochę się uspokoiłam i przebrałam, postanowiłam zanieść Torgalowi moje pożegnanie. Tak też zrobiłam, ale kiedy podawałam mu kartkę, moją twarz wykrzywił lewo zauważalny grymas. Zawahał się.
- Jeszcze możesz zmienić zdanie-Powiedział- Do niczego cię nie zmuszam. Możesz z nimi porozmawiać- Dokończył, ale pokręciłam tylko głową. Nie znał moich rodziców. Kiedy już powiadomiłabym ich o moich planach (o ile w ogóle zdobyłbym się na odwagę), musiałabym najpierw się z nimi kłócić, a potem patrzeć na rozpacz matki, która za wszelką cenę chciałaby mnie przy sobie zatrzymać. O nie. To gorsze niż wyrzuty sumienia z powodu kłamstwa.
- Nie. Podjęłam decyzję,- starałam się, by głos mi się przy tym nie łamał.
- W porządku. Możesz być pewna, że list dotrze do nich najszybciej, jak to możliwe.
- Dziękuje- powiedziałam. Mimo wszystko, byłam mu wdzięczna. Na tyle, na ile to możliwe, starał, się, by ta cała sytuacja była dla mnie jak najłatwiejsza.
- Chcesz iść na zajęcia, czy wolałabyś je sobie dzisiaj odpuścić?- Zapytał, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. Szkoda, że wcześniej żaden nauczyciel nie zadawał mi takich pytań. Życie byłoby mniej skomplikowane: chcesz- idziesz, nie chcesz- nie idziesz, i nikt nie wygarnia ci, że wagarujesz. Jakiś odsetek mojego umysłu zorientował się, że chodzi mu głównie o zmianę tematu, za co byłam jeszcze bardziej wdzięczna, po czym rozważywszy wszystkie za i przeciw odpowiedziałam na pytanie:
- Nie, dziękuje. Chyba wolę się czymś zająć. Zresztą, kiedyś w końcu muszę zacząć- Nie ma nic gorszego, w takiej sytuacji niż zostać sam na sam z myślami.
-Rozumiem. O ile dobrze pamiętam, o tej porze Twoje pierwsze zajęcia to podstawy łucznictwa ze Stewartem. Do tego musisz się przebrać, a cały sprzęt dostaniesz na miejscu tzn. w podziemnej hali.- Rozdziawiłam usta. No tak, powinnam się domyślić, że jedna hala sportowa to za mało, a nie jestem na tyle dobra, by strzelać w lesie prawda? Ba, ja w ogóle nie jestem dobra. W życiu nie strzelałam z łuku, co tam nawet go nie trzymałam. Parę miesięcy temu, pewna koleżanka, której brat strzela chciała mnie wyciągnąć na jeden z jego treningów, i teraz zaczynałam żałować, że tego nie zrobiłam. Ale cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
- Gdzie znajdę tę salę?- Zapytałam nieśmiało.
- Po prawej stronie zwykłej hali, będą krótkie schody prowadząca w dół, a potem duże, metalowe drzwi. To tam.- Tłumaczył mi cierpliwie, hm...nie powinno być trudną je znaleźć. Ponownie się uśmiechnęłam, podziękowałam i wyszłam.
  • awatar Seiti: A później skontaktuje się z rodzicami? Jak nie będzie dawała znaku życie to nie będą jej szukać? Wybacz, ostatnio wszystko analizuje...
  • awatar Diabolina: To jest po prostu piękne :* tylko zazdrościć...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
SiemkaJak widać nareszcie mamy piątek,a tymczasem moje pytanie: jakie macie plany na weekend?
 

 
"NIEMOŻLIWE to tylko wielkie słowo rzucone na wiatr przez maluczkich, którzy godzą się z naturalną koleją rzeczy, zamiast wykrzesać siły, aby ją zmienić. Niemożliwe to nie fakt, to jedynie opinia. (...) IMPOSSIBLE IS NOTHING - Muhammad Ali"
 

 
zapraszam na mojego-naszego bloga, gdzie możecie znaleźć wszystkie rozdziały a także zdjęcia niektórych postaci (wystarczy wejść w mój profil,
http://most-epic-trio.blogspot.com/
 

 
rozdział 6: ,,początek końca"
Kiedy znalazłam się na dziedzińcu, szczerze mówiąc byłam przyjemnie zaskoczona. Nie tak taj, kiedy szłam do liceum i słyszałam teksty w stylu : ,,o nowa" ,,skąd się wzięła" itp.itd. Pełen luzik. Stało tam może z 10 osób wszyscy albo pogrążani w rozmowie, albo czytający książki w samotności. Ruszyłam do budynku. Dokąd ja właściwie idę? A tak, śniadanie. Ruszyłam w stronę stołówki i kiedy tylko przekroczyłam próg, natychmiast pożałowałam, że w ogóle tu przyszłam. Nic dziwnego, że dziedziniec był prawie pusty, skoro wszyscy przyszli tutaj! Na mój widok wszelkie rozmowy ucichły, a spojrzenia niemal przewiercały mnie na wylot. Z westchnięciem podeszłam do okienka stołówki, za którym stała starsza, pulchna kobieta, odziana w biały fartuch i czepek.
- Witaj. Miło Cię poznać, nazywam się pani Reese,na co masz ochotę?- zapytała ciepłym, matczynym głosem jednocześnie wycierając ręce w w szmatkę.
- jakieś owoce, wodę...cokolwiek- bąknęłam lekko zawstydzona, na co kobieta uśmiechnęła się szeroko.
- Jeśli chodzi o śniadanie to popieram płatki z mlekiem. Może być?
Pokiwałam tylko głową, a ona natychmiast wsypała płatki do porcelanowej miseczki, po czym zalała je dymiącym mlekiem i postawiła na mojej tacy.
- Proszę bardzo.- Powiedziała podsuwając mi jedzenie.
- Smacznego- dorzuciła, a ja uśmiechnęłam się delikatnie, wzięłam plastikową tackę rodem z McDonalds'a i ruszyłam w stronę jedynego wolnego stolika jaki zauważyła, po czym natychmiast zabrałam się do jedzenia.
Kiedy posiłek dobiegł końca, chciałam wstać jak najciszej, ale na moje nieszczęście krzesło pisnęło na całą salę. Pięknie. To zdecydowanie nie jest mój dzień. Czerwieniąc się jak piwonia oddałam pani Reese tacę a ona zagadnęła mnie:
- No i jak smakowało?- zapytała, a ja energicznie pokiwałam głową. W pewnej chwili zauważyłam, że kobieta nie patrzy już na mnie, tylko na coś poza mną. Już się nie uśmiechała. Odwróciłam się. W drzwiach stał na oko 50 letni mężczyzna, łysy i niezbyt zadbany, który sądząc po stroju musiał być woźnym, lub kimś w tym rodzaju. Popatrzył na zebranych i powiedział:
- Wiktoria Whirst do dyrektora. Migiem- i wyszedł
Teraz już nawet kucharka patrzyła na mnie jak na kretynkę.Wygięłam usta w czymś na kształt uśmiechu i nie chcąc zostawać tu ani minuty dłużej pędem rzuciłam się w stronę holu.
Nagle poczułam, że zderzam się z czymś twardym, a po chwili czyjaś dłoń łapie mnie za lewy nadgarstek chroniąc od upadku.
- Przepraszam, nie chciałam...- dukam, po czym prostuję się i podnoszę wzrok na mojego wybawcę. No dajcie spokój- mówię sobie w myślach, a na moje usta wykwita uśmiech. To nie kto inny, jak pan Tajemniczy Strzelec z lasu.
- W porządku? Nic ci się nie stało?- pyta głębokim głosem i tym samym wyrywa mnie z zamyślenia. W jego głosie nie pobrzmiewają żadne emocje. Nic.Jakby mówił wyuczoną formułkę. Patrzy na mnie, ale wydaje się, że myślami jest daleko stąd. Uśmiech znika z mojej twarzy.
- Nie, jestem cała dziękuje- puszcza moją rękę i dodaje lodowato:
- Następnym razem uważaj jak chodzisz- bez słowa odchodzi ode mnie i idzie po śniadanie, a ja mam łzy w oczach, więc szybko wychodzę i zatrzymuję się dopiero w korytarzu. Jest mi tak przykro. Czym zasłużyłam sobie na ten cynizm i chłód? Chociaż z drugiej strony, może miał zły dzień? Chciałam po prostu, żeby w tym nowym miejscu mnie akceptowano. Ciężko mi to sobie poukładać.
Weź się w garść- powtarzam sobie, biorę głęboki wdech i z tą myślą ruszam dalej. Gdzie właściwie jest pokój dyrektora? Rozejrzałam się. Tu były tylko sypialnie, kuchnia i sala sportowa, więc to musiało być gdzieś na piętrze. Nie myliłam się. Kiedy weszłam na górę, zobaczyłam tabliczkę korytarz administracyjny,
to musi być gdzieś tu. I nie myliłam się, tyle,że gabinet był na samy końcu korytarza, a po drodze mijałam sekretariat, gabinet medyczny i bibliotekę. Kiedy stanęłam pod drzwiami zastanowiłam się. Powinnam zapukać? Chyba tak...Zrobiłam to, a kiedy nic nie usłyszałam, po prostu weszłam. Za dużym mahoniowym biurkiem siedział Torgal i rozmawiał przez telefon ubrany w czarną marynarkę i błękitną koszulę bez krawata. Na tabliczce widniało nazwisko: T.Stoller. Podeszłam bliżej, a wtedy on podniósł na mnie wzrok, zmarszczył brwi, i nie spuszczając ze mnie wzroku mówił do swojego rozmówcy:
- Od dzwonie...tak..Aha..W porządku. W takim razie do zobaczenia.- po czym odkłada słuchawkę i dalej mi się przygląda.
-Usiądź sobie- mówi, więc tak też robię. Cholera patrzy na mnie w taki sposób że czuje się tak jak wtedy, w podstawówce, kiedy niechcący stłukłam szybę i wylądowałam u dyry. O co mu chodzi?
- Możesz mi z łaski swoje powiedzieć, co robiłaś o 6 rano w lesie?- pyta tonem mrożącym krew w żyąłch.
- spacerowałam- odpowiadam trochę głupkowato, bo widzę, że wkurza się jeszcze bardziej- To chyba nie jest zabronione,a nawet jeśli, to skąd niby miałam wiedzieć?- pytam. odruchowo przyjmując pozycję obronną.
-Czy ty w ogóle masz pojęcie, w co grasz? Nie zdajesz sobie sprawy, że mogli cię...- Nagle urywa, jak kłamca, który uświadamia sobie, że poplątał się w zeznaniach.
-Kto? I co mogli mi zrobić?- zaczynam panikować, Ale...może chodzi o łuczników? Chłopaków, którzy ćwiczą i faktycznie dzisiaj o mały włos nie zostałam trafiona, postanowiłam mu jednak o tym nie mówić, żeby nie pogarszać swojej sytuacji. Nie odpowiada mi, więc nasuwa mi się kolejne pytanie.
- Skąd wiesz, że byłam w lesie?!- Od razu przychodzi mi do głowy, kto mnie wydał i jestem ( na nich obu) jeszcze bardziej zła.
- To nie jest w tej chwili ważnie. Nie wracajmy już do tego, zresztą, nie dlatego Cię wezwałem- wyraźnie ucieka od tematu, a ja tymczasowo się na to godzę, ale w przyszłości nie zamierzam odpuścić.
- Co to za sprawa?- Pytam oschle, lecz kiedy dowiaduję się o co chodzi, od razu mięknę i jest mi wszytsko jedno.
- Musisz pożegnać się z rodzicami.
 

 
rozdział 5 :,,Komu w drogę, temu czas"
Było ich trzech. Tak jak mówił Torgal, nie dało się ich nie rozpoznać ( i to nie ze względu na ogromny wzrost)
- Siema- rzucił stojący w środku chłopak. Tak jak pozostali miał góra 20-pare lat, i był dość przeciętny, ani przystojny ani brzydki. Przydługie włosy barwy czarnego oceany niemal zasłaniały mu oczy. W porównaniu do swoich kompanów był mniej umięśniony i jakiś taki...zwyczajny, ubrany w biały T-shirt i sprane jeansy nie różnił się niczym od normalnego faceta w jego wieku. A może wyglądał tak tylko przy nich?- Więc to ty- powiedział jakby mnie oceniał - zobaczymy co z Ciebie będzie- uśmiechnął się szeroko- Jestem Steve. A to są Nigel i Johny- dodał pokazując na kolegów. To chyba bliźniacy, pomyślałam, są prawie identyczni. Uśmiechają się tajemniczo. Cwaniaczki, pomyślałam. Od razu widać, że w głowie mają tylko żarty, ale cóż, to tylko faceci. Obaj ubrani są w identyczne czarne marynarki i to dodaje tej sytuacji trochę teatralności. Identyczne marynarki, identycznie dobrze zbudowani, identyczny wyraz twarzy, identyczne fryzu...nie, fryzury maja jednak inne. O tyle, o ile samo ułożenie jest takie samo, o tyle pierwszy ( Nigel) to olśniewający blondyn, a Johny to tajemniczy brunet. Jednak jest jedna rzecz, która powtarza się u każdego z nich - oczy. Mają takie same jak ja, różnią się tylko kolorem,( nie licząc radosnych iskierek w oczach bliźniaków i całkowitego ich braku u Steve'a).- Idziemy?- zapytał mój rozmówca, rozglądając się nerwowo, a ja spuszczam wzrok uświadamiając sobie, że wpatruję się w nich przez dłuższą chwilę. Biorę głęboki wdech-Okej- Chodźmy.
Gdy wychodzimy z domu lekko mży. Nie wiem dokąd zmierzam, człapię więc za nimi i po chwili orientuję się, że stoimy na postoju taksówek. gdy już w niej siedzimy, prawie się nie odzywamy, tylko zdawkowe ,,tak", ,,nie" i ,, dziękuje". Siedzę wepchnięta pomiędzy bliźnięta, a Pan Ponury siedzi z przodu. Jedziemy i jedziemy, prawie już przysypiam, kiedy czuje, że auto się zatrzymuje. Wysiadam, po czym przeciągam się, by rozprostować kości i obserwuje, jak chłopaki kłócą się o to, kto zapłaci kierowcy, nie wtrącam się ,ale jak było do przewidzenia, już po chwili Steve zostaje przegadany i z westchnieniem wyciąga portfel. Tym razem idziemy piechotą i po jakiś 20-30 min. wchodzimy w las. Tam staram się trzymać jak najbliżej moich przewodników, i wzbudzam salwę śmiechu, gdy podskakuje na dźwięk pohukiwania sowy. Po długim, wyczerpującym marszu docieramy na miejsce. Inaczej to sobie wyobrażałam. Duży gmach, przywodzący na myśl domek z bali, z fontanną na dziedzincu i drewnianymi okiennicami w starym stylu. Torgal wyszedł nam na spotkanie, ubrany w ciemną koszulę w paski i spodnie od garnituru. długie, czarne włosy miał świeżo przycięte, i nijak nie pasowały do kilkudniowego zarostu. Ocenił sytuację i od razu się nastroszył.
- Gdzie twój bagaż?- zapytał się, a Nigel i Johny wybuchli tak głośnym śmiechem, że prawdopodobnie wypłoszyli wszystkie zwierzęta.
- Nigdzie- odburknęłam- czemu nikt łaskawie mi nie powiedział?!
Spojrzał się na chłopaków, ale bliźniaki byli zbyt rozbawieni by mu cokolwiek powiedzieć , natomiast Steve przybrał minę męczennika i zaczął mamrotać ile to rzeczy on ma na głowie....Świetnie, zwalili wszystko na mnie i jeszcze mnie olali. Torgal chciał naprawić sytuację powiedział więc:
- No tak, zaraz wyślę kilku chłopców..
- Nie!- zaprotestowałam kipiąc z wściekłości- twoje psy nie będą węszyć w moim domu- na widok min trzech zawiedzionych, urażonych i smutnych chłopaków, po tym co powiedziałam uznałam, że się zapędziłam. Uspokój się...powiedziałam sobie w duszy i rzuciłam swoim ,,ofiarom" przepraszające spojrzenia.. Torgal tylko pokręcił głową i kontynułował:
-...którzy przyniosą wszystko, co uznają za stosowne- ostatnia część niemal wykrzyczał, ale spuściłam tylko głowę.
- Nigel zaprowadzi cię do pokoju i wszystko wyjaśni. Powodzenia- rozciągnął usta w czymś na kształt uśmiechu i odszedł. To samo zrobił Steve, a mi zrobiło się przykro, że tak go potratowałam, ale kiedy Johny uśmiechnął się lekko, mrugnął do mnie i dopiero odszedł, poczułam się trochę lepiej. Kiedy zniknęli w budynku Nigel zaczął iść, zrobiłam więc to samo, ale zachowując dystans, bo nie wiedziałam, czy on też jest na mnie zły.
- Naprawdę nie chciałam nikogo skrzywdzić- wyszeptałam
- My to wiemy, nie zadręczaj się- zaskoczona podniosłam wzrok, a on rzucił mi pokrzepiający uśmiech i mówił dalej:
- wszyscy przez to przechodziliśmy.
- Chcesz powiedzieć, że jeszcze nie skończyliście?
- Nie, ale zostało nam naprawdę niewiele. A ty dopiero zaczynasz- dodał. Westchnęłam. Wiem....Po drodze do pokoju próbował mi objaśnić, jak to tu działa, ale wszystko wpadało mi jednym uchem, a wylatywało drugim. Kiedy doszliśmy do drzwi zatrzymał się , wręczył mi jakąś kartkę i powiedział:
-tu masz swój rozkład dnia. Gdybyś czegoś potrzebowała jestem na dziedzińcu. I juz miał odchodzić , gdy mi nasunęło się jeszcze jedno pytanie.
-Hej...
- Tak?- zatrzymał się
- Co się dzieje później? No
- No wiesz po roku?
-Część z nas się stąd wynosi, a część zostaje i szkoli nowych, takich jak ty. Są jeszcze ci, którym się nie udało- Na chwilę popada w zadumę, jakby mówił sam do siebie- i już na zawsze zostają wilkami...
- Co?- pytam zszokowana, czym wyrywam go z zamyślenia. Jego nastrój ulega zmianie i zaczyna lekko chichotać.
- Spoko, wszystkiego się dowiesz. Trzymaj się- powiedział i odszedł. Wykończona weszłam do pokoju i rozejrzałam się. Był raczej przestronny, z osobna łazienką, ścianami koloru pomarańczy i jasnych mebli. Położyłam się na łóżku i trzymając kartkę w górze zaczynam ją lustrować. Jest dosyć prosta, nie ma wytyczonych godzin, tylko sam plan. zawiera między innymi wszystkie posiłki, kształcenie (ciekawe o co chodzi?) a także mnóstwo innych rzeczy jak, strzelanie z łuku, jazda konna, walka wręcz, gimnastyka, niektóre z nich mają obok siebie mały napis ,, od poziomu 6" czytam i coraz bardziej się przerażam : polowania, walka z użyciem broni i inne rzeczy o których nie mam pojęcia. ale w sumie, będąc na moim poziomie nie jest tak źle. Mam tylko szczera nadzieję, że nie każą mi się uczyć geografii. Ale dzisiaj chyba mogę sobie odpuścić wszystkie zajęcia prawda? przynajmniej taki mam zamiar. Spojrzałam na zegarek. Już 16. Dawno po obiedzie, ale przede mną jeszcze kolacja, cóż może ktoś okażę miłosierdzie i mi ja przyniesie. Proszę, niech w łazience będzie wanna, nie prysznic. Biegnę by sprawdzić, jak się sprawy maja i rzeczywiście wanna! Zamierzam zafundować sobie mega kąpiel. Może nie ma tu olejków ani balsamów,ale jest mydło, ręczniki i inne niezbędne rzeczy, które dziś muszą mi wystarczyć. Napuszczam całą wannę wody i już w niej siedzę odprężając się i relaksując. O tak, tego mi było trzeba. Jakieś 2,5 godziny później wychodzę z wanny i gdy owijam się ręcznikiem, wyraźnie słyszę czyjeś kroki za ścianą. O co tu chodzi? Kto to? A że w tej chwili mało czego już się bałam ( a może po prostu tak bardzo chciało mi się spać, że nie myślałam racjonalnie?) owinęłam się ciaśniej i wyszłam z łazienki. Przy łóżku stał nie kto inny, jak wiecznie śmiejąc się bliźniaki z moją walizką w ręku. Kiedy mnie zobaczyli, natychmiast umilkli a ich twarze zrobiły się purpurowe. W końcu ciemnowłosy przerywa milczenie:
- Ehm...no..tu są ciuch i...Sorry pukaliśmy ale nikt nie otwierał
- Właśnie- przytaknął mu ochoczo brat nie spuszczając ze mnie wzroku- My już idziemy, aha na stole masz zostawioną kolację - dodali szybki, postawili torbę i poszli. Zaśmiałam się. Tak z całą pewnością, ci dwaj już mi wybaczyli.
Szybko przebrałam się w pidżamę, usiadłam po turecku na łóżku i zaczęłam jeść. Kolacja okazała się przepysznym kurczakiem w panierce i surówką i ziemniakami. Zjadłam wszystko do ostatniego okruszka i położyłam się spać. O dziwo nie miałam problemów z zaśnięciem, ale być może była to zasługa pełnego żołądka. Zasnęłam kamiennym snem.
Czuje strach.Uciekam. Coś mnie goni. I nawet kiedy uświadamiam sobie, że to tylko sen nie przestaję biec. Odwracam się. To stado wilków. Biegnę co sił, ale jeden z nich mnie dogania i w chwili, gdy rzuca mi się do gardła....- budzę się zlana potem, a serce o mało nie wyskoczy mi z piersi. To był tylko sen, powtarzam sobie, tylko sen, ale i tak boję się ponownie zasnąć, w obawie, że znowu ujrzę ten przerażający widok. Zerkam na elektroniczny zegarek. 5:50. Jeszcze wcześnie. Wszyscy śpią. I nagle w mojej głowie pojawia się szalony, ale jakże kuszący pomysł. Przejdę się po obozie, czy jak to się tam nazywa. Co mi szkodzi? Przecież to chyba nie jest zabronione? A nawet jeśli, to nikt się nie dowie...Ochoczo wstaję z łóżka nie dając sobie czasu na dalsze myślenie i szybko ubieram się w ciemne legginsy i kwiatową tunikę z rękawem 3/4. Po cichu wychodzę z pokoju, po czym na palcach przemykam obok wszystkich sypialni i znajduje się w holu. Nic specjalnego. Po środku duże wejście, po lewej ,,kuchnia i stołówka" a po prawej ,,hala sportowa". Hm... skoro w budynku nie ma nic do roboty, to może zobaczymy co dzieję się na zewnątrz? Tak tez zrobiłam, i zaraz pożałowałam, że nie wzięłam żądnej kurtki. Na dworze nieprzyjemnie wiało. Postanowiłam jednak nie wracać i ruszyłam w stronę lasku. Między drzewami było cicho i przyjemnie. Wiatr hulał w koronach drzew wprawiając je w ruch, a ja wstałam i przyglądałam się temu z zachwytem. To co działo się później było jak film w zwolnionym tempie. Coś ze świstem przecięło powietrze obok mnie i wbiło się w pobliską olchę. Przyjrzałam się. To była strzała. Tutaj? o 6 rano? Kto tu poluje? i...na co? Nagle zza krzaków wyłonił się On.- strzelec. Tylko tyle przyszło mi d głowy. Wysoki, dobrze zbudowany o twarzy na którą wręcz przyjemnie było patrzeć. Gęste włosy w kolorze piasku lekko opadały mu na czoło, kwadratowa szczęka, ładnie wykrojone usta i duże ciemne oczy otoczone kaskadą rzęs z pierścieniem mówiącym, że jest po tej samej stronie co ja. Cerę miał śniadą. W lewej ręce trzymał łuk, a przez plecy miał przewieszone coś w rodzaju torby- plecaka na strzały
- Co ty tu robisz? I kim jesteś?- Wysyczał z taką agresją, że odruchowo chciałam cofnąć się o krok, ale powstrzymałam się, podniosłam wzrok i odpowiedziałam takim samym tonem:
-Mogłabym zapytać o to samo- Wkurzył się jeszcze bardziej
- Nie wiesz z kim rozmawiasz- jego oczy miotały błyskawice
- Cóż, w takim razie ty też nie- Powiedziałam, siląc się na najbardziej wyniosły ton na jaki było mnie stać. Podszedł bliżej, więc oparłam się o pień innego drzewa, które było w pobliżu. Kiedy po raz pierwszy spojrzał mi w oczy, jego złość ustąpiła, a w jej miejsce pojawił sie głęboki szok.
- TY jesteś...jesteś ztej szkoły?
- tak, i TY sądząc po oczach najwyraźniej też. Jesteśmy na tym samym wózku - powiedziałam ugodowo, ale on tylko zmrużył oczy.
-Nie, nie jesteśmy- odpowiedział, po czym podszedł do drzewa, wyciągnął strzałę i chwilę potem już go nie było. Nie zamierzam za nim biec i błagać o wyjaśnienie,ale przyznaję, to było dziwne. Kim on jest? I o co mu chodziło? Mam nadzieję , że wkrótce się dowiem. Odwróciłam się i ruszyłam w drogę powrotną, gdzie czekał na mnie pierwszy dzień mojego nowego życia...
 

 
rozdział 4: SZOK
W domu ponownie rozsiadł się na kanapie, tak jak zrobił to za pierwszym razem, a ja (już bez wszechogarniającego strachu) obok niego, opierając się o pasiastą poduszkę.Zapadła niezręczna cisza.
-Napijesz się czegoś?- Zapytałam przerywając milczenie.
-Nie, dziękuje-odpowiedział uprzejmie
-To może coś do jedzenia?Chyba zostało mi jeszcze trochę spagetti- Powiedziałam z powątpieniem zerkając w stronę kolorowych garnków, kupionych za grosze na jednym z pchlich targów.
-Nie nie jestem głodny- Po raz drugi odmówił, a po chwili dodał- Ale ty się nie krępuj-Potrząsnęłam tylko głową.
-Ja też nie jestem głodna- Nie było sensu tłumaczyć mu co jest powodem mojego braku apetytu. Znowu zapadło krępujące milczenie, lecz tym razem nie zwróciłam na to uwagi, bo zatopiłam się w rozmyślaniach. Powinnam odczuwać wilczy głód. Od czasu przyjęcia prawie nic nie jadłam...Zaraz, zaraz, co ja przed chwilą pomyślałam? wilczy? Oh, to niedobre słowo, ale przecież ludzie często tak mówią prawda? Zastanawiam, się tylko co ta metafora oznacza dla mnie. Potrząsnęłam głową, jakby to miało odegnać dręczące myśli i skupiłam się na moim gościu. Powiedział, że nie jest głodny...a co on w ogóle je? i co ja będę jadła?- przybyło zaraz potem. Bardzo, ale to bardzo nie chciałam wybuchnąć histerycznym płaczem, więc porzuciłam dręczące pytanie i podniosłam wzrok na Torgala. On także się we mnie wpatrywał.
-Więc...co teraz ze mną będzie?- nareszcie odważyłam się zadać to pytanie, pytanie, na które z jednej strony chciałam, a z drugiej nie poznać odpowiedzi.
-Nic- Powiedział tylko, jakby chodziło o oblany egzamin i uśmiechnął się olśniewająco, ukazując zęby. Już zaczynało mnie to denerwować. Wzięłam dwa głębokie oddechy, by opanować trawiącą mnie irytację. Nie podziałało.
-Tak po prostu?!- wykrzyczałam- Przychodzisz sobie, wywracasz moje życie do góry nogami i co? Nic?- Wciąż krzyczałam, ale on tylko westchnął zrezygnowany z przygaszonym uśmiechem.
-Mam na myśli, że teraz już wszystko będzie dobrze, przeniesiesz się w specjalne miejsce gdzie spotkasz takich jak ty i....- Nie dokończył, bo tym razem zamiast krzycząc wybuchnęłam głośnym, niemal histerycznym śmiechem, co to ma być Harry Potter?! I może jeszcze nazywają się ,,Akademia Wilkołaka", a ich hasło to ,, szukamy idiotów bez przyszłości, którzy do tego są wilkołakami". Czego jeszcze się dowiem?
-Wszystko w porządku- Zapytał mój towarzysz patrząc na mnie jak na ostatnia kretynkę, więc trochę się uspokoiłam, a on mówił dalej:
-Będziesz tam mieszkać i uczyć się wszystkiego, co może okazać ci się przydatne. Niestety, cel uświęca środki, a co za tym idzie do czasu, aż zakończysz swoją edukację, nie zobaczysz się więcej ze swoją rodziną, znajomymi, słowem ze wszystkim, co łączyłoby cie z przeszłością.-Dokończył, a ja poczułam głęboki, dławiący smutek.
- Nie mogę wszystkiego rzucić i iść...miałam iść na studia...ja...nie mogę- wyszeptałam
- Już to załatwiliśmy. Nie masz wyjścia.- powiedział chłodno- przyjdą po Ciebie jutro w południe. Od razu ich rozpoznasz.- Wstał i wyszedł nie mówiąc nawet ,,cześć". a ja dopiero w tej chwili w pełni, odstawiwszy na bok swoje wszystkie wierzenia i przekonania, uświadomiłam sobie jak wielka zmiana zaszła w moim życiu. Spojrzałam na zegarek. 12. Jutro o tej porze zacznie się moje nowe życie. Ale czy lepsze? Usiadłam na podłodze i zaniosłam się gwałtownym płaczem. Zwykle w takich sytuacjach Angela była nieoceniona, ale to nie była typowa ,,taka sytuacja". Nie mogę tak po prostu do niej zadzwonić i powiedzieć :,, Hej , mam problem, cóż wyobraź sobie, okazało się że jestem wilkołakiem i nie wiem co z tym zrobić" Wyśmiałaby mnie? Czy raczej uznała za obłąkaną? raczej jedno i drugie. I wtedy, kiedy pomyślałam, że nic gorszego nie może się stać, okazało się, że jednak. Do mieszkania, jak na zawołanie wpadła Angela ( nawet nie raczyła zapukać) w koronkowych legginsach, czarnej sukience i złotych balerinach. Kiedy zobaczyła w jakim jestem stanie uklękła i zapytała co się stało.
- Nic- Odpowiedziałam podnosząc się z podłogi i próbując stłamsić płach- wszystko w porządku- skłamałam
-na pewno?- zapytała chyba tylko op to, by zachować pozory
- tak- odpowiedziałam. Prawie już nie płakałam.
- To dobrze- szybko wrócił jej dobry humor- bo wiesz, potrzebuje Twojej rady co do tej imprezy w przyszłym tygodniu...- i tu zaczęła gadać o tym jakie sukienki sobie kupiła, potem przeszła do kolczyków, butów, nie ominęła nawet bielizny, ale kiedy omawiała bolerko, nie wytrzymałam.
-Możesz się zamknąć do cholery? Ludzie mają gorsze problemy niż ty i Twój wygląd!- wykrzyczałam, nie przestając płakać. Czułam gniew, i mimo wszystko było to lepsze uczucie, niż wszechogarniająca rozpacz, a zresztą, jak ona się zachowuje?Ja siedzę i płaczę, a ona nawija o ciuchach. Podniosła na mnie chłodny wzrok, wstała i wyniośle ruszyła w stronę drzwi, a na odchodne rzuciła tylko lodowatym tonem:
- Widzę, że nie nadajesz się dzisiaj do rozmowy. Ty i te Twoje humory- Prychnęła, po czym wyszła głośno trzaskając drzwiami. Świetnie, pomyślałam, nawet ona się czepia. Po raz kolejny poczułam się samotna tak naprawdę . Niczym opuszczona, bezludna wyspa, która dryfuje po oceanie i z góry skazana jest na zapomnienie. Nie chodzi o to by otaczało cię 1000 ludzi, z czego połowy się nie zna. Nie warto. Dopiero prawdziwy przyjaciel może być naszą bratnią duszą, naszym ,,portem". Jeżeli kogoś takiego znajdziemy, już nie potrzebujemy innych, wystarcza nam towarzystwo siebie nawzajem i rozumiemy się lepiej niż z kimkolwiek innym. Nie wiem czy minęła minuta, czy godzina i mimo to, że prawdopodobnie dochodziła dopiero pora obiadu, zasnęłam na podłodze, zbyt wykończona fizycznie i psychicznie, by dowlec się do łóżka...
Obudziłam się i przez chwilę doznałam uczucia spokoju. Ta pierwsza sekunda po przebudzeniu jest wyjątkowa. Niczym się nie martwimy, czujemy się dobrze, a potem wszystko sobie przypominamy i zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę wszystko jest do d...wiadomo do czego. Wstałam i niechętnie poszłam do łazienki. Tam spojrzałam w lustro, na swoją spuchnięta od łez twarz, którą widziałam w takim stanie tyle razy gdy byłam mała. Podniosłam wzrok i spojrzałam na moje dziwne oczy. Znowu byłam małą dziewczynką, którą wszyscy witali z uśmiechem na twarzy dopóki ich nie zauważyli. Przerażone spojrzenia małych dzieci, dziwne pytanie dorosłych, to wszystko teraz wróciło.
,,co ty tu masz?"
,, czemu masz takie oczy"
,,skąd ci się to wzięło"
,,może idź do okulisty"
I moje próby przetłumaczenia im, że naprawdę nie wiem i, że naprawdę jestem taka jak oni. Nawet nie zauważyłam, jak po zaróżowionym policzki spłynęła łza. Czy to się teraz skończy? Spotkam podobnych sobie? Cóż znalazłam przynajmniej jedną jasną stronę. Na razie musi wystarczyć. O nie- pomyślałam- Nie będę płakać- szybko wytarłam oczy, podeszłam do komody i wybrałam jasne jeansy. oraz luźną koszulę w kratę. Spojrzałam na zegarek 11??? ale... jak? wygląda na to, że przespałam całe wczorajsze popołudnie, noc i dzisiejszy poranek. No ładnie. Za godzinę... za godzinę odwiąże się moja odwieczna zagadka. Odczuwam przerażenie ale też- co mnie zdziwiło- podniecona, tym co będzie. Powinnam, coś zjeść. Wmuszam w siebie jogurt, banana, szklankę soku i nic poza tym. Jestem zbyt zdenerwowana. Oddychaj, nakazałam sobie, oddychaj, Tak też zrobiłam, rozsiadłam się na kanapie i czekałam. 2893 oddechy później usłyszałam dzwonek do drzwi i aż podskoczyłam, po czym oblał mnie zimny pot. To już? Ale jak? Odetchnęłam raz jeszcze i poszłam otworzyć.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
uff, trochę mi to zajęło, ale mam nadzieję, że się spodoba
 

 
rozdział 3: ,,Nowe życie"
Szybko dotarłam na miejsce. Okazało się, że była to mała polana, otoczona zewsząd kwiatami i drzewami. Pomimo wczesnej godziny poczucie mnie nie myliło. On tam był. Stał, oparty nonszalancko o korę jakiegoś drzewa i przyglądał mi się z poważna miną. Od razu pobiegłam w jego stronę, po czym niemal brutalnie przycisnęłam go do pnia i wykrzyczałam prosto w twarz:
-Co mi zrobiłeś?- Ale on tylko stał i po chwili powiedział opanowanym, niemal cichym głosem:
-Ja? Nic ci nie zrobiłem.Wręcz przeciwnie, jestem tu żeby ci pomóc i gdybyś wczoraj nie wyrzuciła mnie z domu pewne rzeczy potoczyły by się inaczej- Spuścił wzrok i spojrzał na moją dłoń. Pospiesznie schowałam ja za plecami, ale moja frustracja ani trochę nie osłabła.
-Ja tego nie chce rozumiesz?- Krzyczałam dalej, a mój wzrok miotał błyskawice.
-Nie masz wyboru- Odparł przybierając ostrzejszy ton.
- Ty mi go nie dałeś- odwarknęłam
-Cóż, myśl sobie co chcesz. Jeżeli masz zamiar żyć w ciągłej świadomości, że istnieją rzeczy o których nie masz pojęcia, to proszę bardzo. Jeśli jednak zależy ci na poznaniu prawdy, jestem do twojej dyspozycji. Decyduj.- Popatrzyłam na niego łagodniej. A może on rzeczywiście chce mi pomóc?Z jego oczu aż biły szczerość i prawda. Ale co to zmienia?-pomyślałam- przy mojej sytuacji, nie miałam wyjścia, musiałam mu zaufać.Wzięłam głęboki wdech.
-Okej- rzuciłam- no więc jak to jest z tymi...-może to głupie, ale akurat to nie chciało mi przejść przez gardło
- wilkołakami?- dokończył za mnie. Przytaknęłam.
- No więc dobrze, od czego by tu zacząć- zastanowił się, a między jego brwiami pojawiła się głęboka bruzda.
-Najlepiej od początku- Podpowiedziałam.Na jego twarzy zagościł przelotny uśmiech, po czym usiadł na kępie paproci i zaczął swą opowieść
-wszystko zaczęło się bardzo dawno temu, zaraz po pojawieniu się Adama i Ewy na Ziemi- zaczął- pewnej nocy, jeden z ich synów, imieniem Evilder, poszedł na polowanie.Znacznie różnił się od swoich braci.Nie posiadał empatii i miłości, która od tamtych niemal emanowała. Ponieważ, pomimo swej siły i postury, był bardzo leniwy nie chciał zbytnio trudzić się łapaniem zwierzyny.Wolał poczekać na coś łatwego Z opowieści ojca wiedział, że co drugą noc wataha wilków zbiera się w pobliskiej jaskini i tam zapada w głęboki sen, regenerując siły. Tej nocy także tak było.Elvider najpierw cierpliwie czekał, aż wszystkie wilki usną, po czym wyszedł zza krzaków, napiął łuk i wycelował prosto w serce dorodnej samicy. W chwili, w której gotów był już strzelić, jeden z leżących obok samców, otworzył ślepia i wlepił płonące spojrzenie w chłopaka. W jego oczach było coś tak magnetycznego, że ten nie mógł się ruszyć. Jedyne co poczuł to łuk, który bezwładnie wyślizgnął mu się z ręki. Próbował z całych sił, ale nie mógł tego przerwać. Dopiero kiedy wilk się poruszył, Elvider wybudził się, jakby z transu i rzucił się pędem w stronę osady, do której wcale nie miał tak blisko. Jednak zwierze okazało się szybsze.Jednym susem dogoniło chłopaka z zamiarem skoczenia mu do gardła.Ten jednak w porę uskoczył w bok, więc wilk zatopił kły w jego ręce, by go zatrzymać. Chłopaka ogarnął przeraźliwy ból, upadł więc na ziemię, niemal modląc się oto, by oprawca skończył to co zaczął, i tym samym skrócił jego męczarnie- Wzdrygnęłam się.Wiem coś o tym, pomyślałam, a Torgal opowiadał dalej-Bestia stała nad nim niewzruszona, po czym przemówiła niskim, gardłowym głosem:
-Popełniłeś zbrodnię i musisz za to zapłacić.Nie okazałeś należytego szacunku dla życia.Począwszy od dzisiejszej nocy do końca wszystkiego Ty i twój ród będziecie naznaczeni piętnem wilczej krwi. Będziesz musiał nauczyć się kontrolować swój instynkt, po czym przybierzesz postać wilka i to od ciebie będzie zależało, czy staniesz się na powrót człowiekiem, czy zostaniesz bezmyślną bestią pozbawioną człowieczeństwa- Po tych słowach zawarczał ostrzegawczo i uciekł. Przez chwilę Elvider nie mógł dojść do siebie. Jak to możliwe? zastanawiał się, ludzie w tamtych czasach byli bardzo zabobonni, a sam Elvider nie należał do najbystrzejszych, więc praktycznie nie miał wątpliwości co do słów zwierzęcia.I rzeczywiście, zaczął odczuwać w sobie zmiany. Zaskakująco dobrze radził sobie z narzuconym instynktem, więc żył dalej ze swoją rodziną, przeszedł pomyślnie przemianę i niedługo potem się ożenił. Całkiem zapomniał o dziedzictwie, tym bardziej, że wilk, jak się potem okazało wiele przed nim zataił. I tak po kilku latach urodził mu się syn. Gdy skończył 20 lat Elvider widział u niego to samo, co u siebie przed laty. Zignorował to jednak. Niczego nieświadomy chłopak założył rodzinę, a wilcza przynależność jeszcze długo była przekazywana co trzecie pokolenie i jeszcze długo będzie-zakończył swą opowieść, a ja siedziałam z rozdziawionymi ustami próbując złapać oddech. Po chwili Torgal uśmiechnął się zuchwale i powiedział:
-Teraz już wiesz, dlaczego ty
- Tak, wiem- odparłam, nadal nie mogąc uwierzyć w jego historię.
-Co dalej?Dieta?Styl życia?- rzucił niby od niechcenia, ale gdy tylko zobaczył panikę w moich oczach szybko się zreflektował i spojrzał na mnie przepraszająco- Chociaż myślę, że na dzisiaj wystarczy. Tym bardziej, że siedzimy tu już ze 4 godziny- spojrzał na zegarek- jest 8:30, niedługo muszę wracać.- Co to to nie, pomyślałam. dzisiaj już nic nie było w stanie mnie zdziwić, a naprawdę chciałam się czegoś dowiedzieć o tym życiu...moim życiu. Nie mniej jednak, zimna polana, nie była odpowiednim miejscem na rozmowę
- Nie, chcę się dowiedzieć jeszcze więcej- powiedziałam, czując przypływ pewności siebie- Zapraszam cię do mojego mieszkania- uśmiechnął się pod nosem
- W porządku, ale ostrzegam, reszta jest jeszcze gorsza niż sama opowieść- powiedział tonem nauczyciela
- bardzo śmieszne- odburknęłam i razem ruszyliśmy w drogę powrotną.
__________________________________________________
Hm...2 rozdziały na razmam nadzieję, że na jakiś czas zaspokoją waszą ciekawość. W tym rozdziale znajdziemy część odpowiedzi na dręczące nas aspekty, ale również nasuną nam się nowe pytania
  • awatar Diabolina: Hmm... ciekawe to opowiadanie. Masz talent, a poza tym pojawiają się wilki :*. Kocham je <3
  • awatar Gość: Boski Rozdział. Czekam na next ;**
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
rozdział 2 : ,,Przeznaczenie"
-Nadszedł czas...-odpowiedział dziwnym, zmienionym głosem
-Na co?- zapytałam odruchowo
-Nadszedł czas...- powtórzył- by wypełniła swoje przeznaczenie Wiktorio Whirst- dokończył, a ja stanęłam jak wryta i zastanawiałam się , czy człowiek którego wpuściłam do domu nie uciekł z zakładu psychiatrycznego.
- Jakie przeznaczenie?- udało mi się w końcu wykrztusić
-Naprawdę nie wiesz?- zapytał z przyganą- Czy nigdy nie zastanawiałaś się, dlaczego jesteś inna niż wszyscy?Dlaczego przyciągasz ludzi jak magnes? I skąd wziął się u Ciebie ten pierścień wokół tęczówki?- dokończył wyliczankę, a we mnie wzbierała złość.Nie pierwszy raz zwracano mi uwagę na temat moich oczu, czego nienawidziłam z całego serca.
-Taka jestem i już- rzuciłam ostro, dając upust nagromadzonym emocjom, ale on tylko zaśmiał się, jakbym powiedziała jakiś dobry dowcip. W tej chwili zupełnie nie wiedziałam co jest grane.
- Wiedziałem, że lubisz rośliny- zerknął na parapet pełen doniczek i wazonów, a uśmiech nie schodził z jego twarzy. Coś tu było nie tak. Skąd on tyle do mnie wiedział?!
-Kim ty w ogóle jesteś?! I czego ode mnie chcesz?!- Nie wytrzymałam dłuższej niepewności. Torgal nagle spoważniał
-Jak już mówiłem, nazywam się Torgal. Ale pytanie brzmi: kim TY jesteś?
- Wiem kim jestem.Jestem Wiki, przyszła studentka, która wpuściła do domu nie wiadomo kogo.
-Nie!- zaprotestował ostro, ignorując mój przytyk- Jesteś pra, pra wnuczką Kai Whirst. W twoich żyłach płynie wilcza krew. Urodziłaś się 20 lat temu podczas pełni księżyca in właśnie dzisiaj o północy Twój los się dopełni. Zaczniesz stawać się tym, kim naprawdę jesteś. Jedną z nas.- Powiedział na jednym tchu. W tej chwili przez moją głowę przewijały się tysiące myśli. Głos rozsądku podpowiadał mi, że przecież to niemożliwe. Ja wilkołakiem? Przecież wilkołaki nie istnieją do cholery! Ale to wszystko by tłumaczyło- rozległ się cichutki szept w mojej głowie-odmienność, oczy, datę urodzenia. Zbieg okoliczności? Nie wiedziałam co robić. W końcu mój racjonalizm zwyciężył i stwierdziłam, że muszę jak najszybciej pozbyć się tego człowieka.
-Wynoś się z mojego domu- Powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- Słuchaj, wiem, że teraz jest ci ciężko w to wszystko uwierzyć, bo sam przez to przechodziłem, ale...- Nie dokończył, bo mu przerwałam.
-Wynoś się!- powtórzyłam, tym razem niemal krzycząc, a on bez żądnego słowa, wstał, a gdy wychodził położył mi coś na szafce i powiedział:
- Gdybyś zmieniła zdanie, a sądzę, że to nastąpi szybciej niż Ci się wydaje przyjdź w to miejsce. Będę tam na Ciebie czekał- po czym wziął kurtkę i wyszedł.
-Długo myślałam o tym co mnie dzisiaj spotkało. Pamiętałam jego słowa: ,,....dzisiaj staniesz się jedną z nas..." . ,,...Dopełni się Twój los...". Co miałam o tym wszystkim myśleć? A co ...jeśli to prawda?- Nie!- powiedziałam sobie kręcąc głową?- żyjemy w XXI w. , a ten człowiek najwyraźniej ma coś z głową. Ale z drugiej strony...- Nie- nie ma żadnej drugiej strony. I nie chcę żeby była- dodałam w duchu.
Było dopiero koło 220, ale postanowiłam położyć się wcześniej. W mawiałam sobie na siłę, że jestem zmęczona, choć tak naprawdę wcale nie byłam. Pomimo, ze nie wierzyłam w to, co powiedział mi Torgal. bałam się. Bardzo się bałam. Załóżmy ( czysto hipotetycznie), że to prawda. Co takiego wydarzy się dzisiaj o północy? Nie chciałam teraz o tym myśleć. Wcale nie chciałam o tym myśleć. Chciałam wymazać z pamięci całe dzisiejsze popołudnie, a może nawet cały dzień. Wzięłam więc szybki prysznic i poszłam do łóżka. Jednak tam ponure myśli znowu powróciły ze zdwojona siłą.
,,Czy to prawda?"
,,Czy one naprawdę istnieją, a ja miałam stać się jedną z nich?"
,, Dlaczego ja?"
To była moja ostatnia myśl przed zaśnięciem, lecz gdy tylko przymknęłam powieki zaczęły pojawiać się pod nimi straszne obrazy. Okropne koszmary, których nie mogłam przerwać. Obudził mnie niewyobrażalny ból w klatce piersiowej. Wrażenie było takie, jakbym połknęła wielka kulę ognia, która zaczęła we mnie płonąć. Znad pół przymkniętych powiek spojrzałam na zegarek. 23:59. Nie proszę, tylko nie to- Zdołałam pomyśleć i w tej chwili ból w klatce piersiowej zelżał, ale zanim to do mnie dotarło, ogień powrócił ze zdwojoną siłą i choć tylko do lewej dłoni. był nieporównywalnie gorszy od poprzedniego. Podniosłam się z łóżka, jakimś cudem dotarłam do łazienki, po czym upadłam na zimną posadzkę i wiłam się z bólu. Po jakimś czasie, który zdawał się być dla mnie wiecznością i ten ból odszedł niezastąpiony już żadnym innym.Po omacku wstałam, oparłam się o umywalkę i spojrzałam w lustro i ujrzałam w nim siebie. Dzięki Bogu. Nie wiem czego się spodziewałam, ale ten widok choć na sekundę wprawił mnie w stan ulgi. Opuściłam głowę i mimowolnie spojrzałam na lewą dłoń, po czym podniosłam ją, by móc się lepiej przyjrzeć.-O nie- powiedziałam po raz kolejny, bo to co zobaczyłam, było niepodważalnym dowodem na to, że Torgal mnie nie oszukał. Po wewnętrznej stronie, widniał półksiężyc. Wyglądał przy tym, jakby został wypalony. Bezwładnie usiadłam na podłodze. Nie czułam się jak człowiek. Raczej jak drewniana kukła. W głowie miałam tyle myśli. Przecież to oznaczało, że całe moje życie było jednym wielkim kłamstwem. Ale jedna myśl nie dawała mi spokoju- Jestem.Wilkołakiem.I co teraz?. Mam dosyć bujna wyobraźnie, więc w moim umyśle natychmiast zaczęły się pojawiać budzące grozę obrazy.-On mi to zrobił.To wszystko przez niego- Takie były moje ostatnie słowa. Wyjęłam kurtkę z szafki, wsunęłam nogi w adidasy, chwyciłam kartkę pozostawioną przez Torgala i pomimo, iż była 40, ruszyłam w owo nieznane miejsce, by wypełnić narzucone mi przeznaczenie...
 

 
WIKI- rozdział 1
,,PRZYJĘCIE URODZINOWE"
- Zdążysz, masz jeszcze dużo czasu- Powtarzałam sobie w myślach, mając złudną nadzieję, że jednak nie spóźnię się na własne przyjęcie urodzinowe. Organizatorami tych że urodzin byli, jak co roku rodzice -dzisiaj kończyłam 20 lat więc chyba powinnam być samodzielna i odpowiedzialna, ale teraz, niczym małe dziecko, stałam przy lusterku i uparcie starałam się zrobić idealną kreskę na powiece. Kiedy po wielu próbach uznałam, że ,,może być" przyjrzałam się sobie uważniej. Bujne włosy w odcieniu miodu spływały mi lekko na ramiona, a grzywka częściowo zasłaniała usłaną piegami buzię. Najbardziej w swojej urodzie nie lubiłam oczu, być może dlatego, że były inne niż u wszystkich dookoła? Nie wiedzieć czemu, moja tęczówkę okalał dziwny, czarny pierścień, który dość mocno kontrastował z zielonymi oczami. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu. Aż podskoczyłam, lecz nim odebrałam przelotnie spojrzałam na wyświetlacz: No tak, mama, a któż by inny?
- Halo?- W moim głosie dało się wyczuć zupełnie niezamierzoną nutkę rozdrażnienia, lecz ona była zbyt zdenerwowana, by zwrócić na to uwagę.
- Wiki gdzie jesteś? Zaraz zjawia się goście-Niemal widzę, jak bardzo próbuje ukryć irytację
- Już wychodzę, będę za 5 minut, cześć!- szybko się rozłączyłam, założyłam buty, narzuciłam lekki płaszczyk ( jak na koniec sierpnia było dosyć chłodno) i wyszłam. Moi rodzice mieszkali 4 domy dalej, nic więc dziwnego, że już po chwili byłam przy furtce. Ku mej uciesze otworzył mi tata, a kiedy razem szliśmy w stronę domu szepnął mi do ucha:
-Dobrze, że już jesteś, mama od godziny siedzi jak na szpilkach.
Uśmiechnęłam się tylko i weszłam do środka. Nie zdążyłam odłożyć torebki, a już witała mnie mama, przy czym jej mina wyrażała ogromna ulgę.
- Nareszcie!- powiedziała tylko, i już po chwili siedzieliśmy przy stole czekając na gości. Pierwsza zjawiła się moja najlepsza przyjaciółka, Angela, niewysoka blondynka o niebieskich oczach. Podbiegła do mnie ubrana w śliczną, lazurową sukienkę, pocałowała powietrze obok mojego policzka i poszła przywitać się z rodzicami. Nie minęło pół godziny, a dom zapełnił się ludźmi: mój kumpel Matt, szef ojca wraz z żoną, babcia Laura, a także pewien wysoki mężczyzna, będący koło 40 o ciemnej karnacji, którego widziałam pierwszy raz w życiu, ale uznałam, że nie warto zaprzątać sobie nim głowy, ponieważ moi rodzice mieli tendencję do zapraszania nieznajomych. Po odśpiewaniu klasycznego ,,sto lat" przyszedł czas na prezenty. Przeczuwałam, że będę zadowolona i nie zawiodłam się. Pierwsza paczka ( zapewne od rodziców, sądząc po kwiatowym papierze) zwierała złoty medalik w kształcie serca z moimi inicjałami. Następny prezent niemal zwalił mnie z nóg. Ogromne pudło, a w środku równie wielki misiek. Bez wątpienia był to prezent od Angeli. W następnych paczkach znajdowały się: moja ulubiona książka, perfumy Chanel, oraz...breloczek przedstawiający księżyc w pełni. Zdziwiło mnie to trochę, ale wzruszyłam tylko ramionami, ponieważ był naprawdę ładny. Gdy wszyscy rozeszli się do domów pomyślałam, ze i na mnie już pora, więc pożegnałam się z rodzicami i ruszyłam w drogę powrotną. Zabrało mi to trochę więcej czasu, ponieważ po pierwsze, pomimo nieocenionej pomocy rodziców, byłam naprawdę zmęczona , a po drugie nigdzie już się nie spieszyłam. Szłam więc powolnym krokiem, opakowana prezentami, a kiedy wreszcie dotarłam do domu, odłożyłam prezenty na szafkę i dosłownie rzuciłam się na łóżko. Jednak jakieś 10-15 później usłyszałam dzwonek do drzwi, ale ani myślałam wstać, naciągnęłam więc tylko poduszkę na głowę i leżałam dalej. Ale ten ktoś był nadzwyczaj upierdliwy, więc w końcu, z wielkim oporem zwlokłam się z łóżka i poszłam zobaczyć kto to. Najbardziej spodziewałam się sąsiadki spod trójki, która po raz kolejny zrobi mi wykład o tym jaka hałaśliwa i ogólnie głupia jestem. Jednak, kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam tego samego mężczyznę, którego nie mogłam rozpoznać na przyjęciu. Bynajmniej nie była to sąsiadka.
-Witaj, Wiktorio- drgnęłam na dźwięk mojego pełnego imienia
-czy my się znamy?- Odpowiedziałam zbyt szybko i zbyt ostro, bo nieznajomy, skrzywił się nieco, zaraz jednak na jego usta powrócił uśmiech.
-Ależ oczywiście, przecież byłem na Twoich urodzinach. Pozwól więc, że się przedstawię. Nazywam się Torgal, czy mogę wejść, by wyjaśnić Ci cel mojej wizyty?- zapytał pewnym siebie głosem
-Proszę....- z jednej strony się bałam, ale z drugiej byłam też bardzo ciekawa. Torgal wszedł do mieszkania i usiadł swobodnie na kanapie, jakbyśmy znali się od lat. Ja postanowiłam usiąść na jednym z kuchennych krzeseł, by zbytnio się nie zbliżać.
-A więc...-zapytałam niepewnym głosem- co pana do mnie sprowadza?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Witajcie!
Jestem Wiki i postanowiłam podzielić się z wami moją twórczością, ale na początek kilka słów o mnie:
lubię rysować ( zwłaszcza mangę), wysyłać pocztówki z projektu postcrossing, oraz,pisać.
Jeżeli lubicie opowiadania z serii fantasy,ze sporą domieszką wilczej natury i nie tylko, zapraszam na bloga :http://most-epic-trio.blogspot.com/